Informacja

KIEDY NOWY ODCINEK?

W niewoli uczuć (10) - ? czerwiec
Ukaże się na dniach





INFORMACJA


PDF do ściągnięcia
Klik





Obserwatorzy

niedziela, 11 czerwca 2017



Witajcie kochani.
Tak, tak, wiem, odcinek miał być wczoraj wieczorem, a jest dziś rano, ale odsypiałam 5 nocek pod rząd i nie byłam w stanie się zmobilizować i wstać. Do tego pogoda za oknem już w ogóle nie nastrajała do wstawania no i nie dodałam.
No, ale długość odcinka powinna wynagrodzić wam oczekiwanie, a i akcją pewnie nie pogardzicie. Ciekawa jestem waszych przemyśleń.
Wasza Niki



Odcinek 9



Wystarczyło kilka ruchów mojej dłoni, by jego męskość stała na baczność, zerknąłem na jego twarz, lekko się uśmiechał.
– Co? – zapytałem, nie rozumiejąc tego jego dziwnego uśmiechu.
– Nic, lubię patrzeć na ciebie, kiedy to robisz.
– A co w tym fascynującego?
– Twoje skupienie.
Przewróciłem tylko oczami.
– Podnieca cię to choć trochę? – zapytał.
– Co?
– No to, co mi robisz.
– Dlaczego pytasz?
– Z ciekawości.
– Nigdy wcześniej cię to nie obchodziło.
– No nie pytałem, co nie oznacza, że to mnie nie interesuje.
Mruknąłem pod nosem, potwierdzając, że rozumiem.
– Więc, jak, podnieca cię to czy nie?
Zerknąłem mu w oczy.
– Może byś się tak skupił na odczuwaniu, a nie zawracał sobie głowę moimi doznaniami.
– No powiedz, co ci szkodzi.
– Czasami.
– A teraz?
Znowu spojrzałem na niego, nie rozumiałem, co go tak nagle naszło.
– O co ci chodzi?
– Pytam, czy jesteś teraz podniecony?
– Ale po co ci to wiedzieć? Jakie to ma znaczenie?
– Próbuję cię rozgryźć.
– Słucham?
– Jeśli w tej chwili nie jesteś chociaż trochę podniecony, to oznacza, że jesteś aseksualny.
Na te słowa aż puściłem jego penisa i cofnąłem rękę.
– Może faceci mnie nie podniecają, nie pomyślałeś o tym?
– Nie podniecam cię?
– Oszalałeś? Jesteś moim bratem.
– Z którym chciałeś się całować.
– To są dwie różne sprawy.
– Nie sądzę.
– Przyszedłem tu pogodzić się z tobą, ale jeśli tak dalej ma to wyglądać, to idę do siebie – odrzuciłem kołdrę z zamiarem ulotnienia się, ale Tom złapał mnie za nadgarstek, zatrzymując.
– Poczekaj, czemu się od razu tak denerwujesz? Kiedyś potrafiliśmy rozmawiać o gorszych rzeczach. Albo krytykować się i wytykać swoje różne dziwne zachowania, a teraz obrażasz się o każdą pierdołę.
I tu niestety miał rację. A dlaczego tak się oburzyłem? Bo wiedziałem, że Tom nadal sprowadza to tylko do „zabawy”, a ja chciałem, żeby zobaczył w tym coś więcej.
Czułem się w tym momencie zagubiony. Bałem się powiedzieć mu wprost, że czuję do niego coś znacznie silniejszego niż braterską miłość, że pragnę, by zajął się mną tak, jak ja zajmowałem się przez te wszystkie lata nim, ale żebym czuł, iż dla niego to znaczy coś więcej, niż tylko chęć ulżenia sobie. Czułem, że on tego nie zrozumie i co gorsze stracę to, co mam. Wiem, że tego nie można było nazwać nawet namiastką miłości, jakiej pragnąłem, ale kiedy zaciskały się jego palce na moich nadgarstkach, prosiłem w myślach, żeby mi nie pozwolił odejść. To było jakieś niedorzeczne, bo mówiłem mu jedno, a chciałem, żeby robił drugie. Zaczynałem z nim grę słów, prowokując go do jakichkolwiek czynów, kiedy tylko widziałem, że się wycofuje, a on wiedziony ciekawością, nie pozwalał mi wyjść ze swojego łóżka.
– Nie obrażam się, tylko przyszedłem do ciebie w pokojowych zamiarach, a ty zaczynasz jakieś durne wywody, zamiast skupić się na przyjemności.
– Nie rozumiesz, że mnie jest przyjemnie, kiedy widzę, że ty z tego czerpiesz także przyjemność.
– Przyjemność bym miał, gdybyśmy się zamienili rolami – rzuciłem, orientując się po chwili, jak to zabrzmiało, ale było już za późno, żeby to cofnąć, a Tom to oczywiście wykorzystał.
– Powiedz tylko słowo, a dopieszczę cię tak, że zapamiętasz to do końca życia.
– Jasne – zironizowałem, uśmiechając się.
– Mówię poważnie.
– Nie masz pojęcia, o czym mówisz. I nigdy mi nie dasz tego, czego bym chciał.
– A co ty byś chciał?
– Skończmy tę dyskusję, która prowadzi donikąd. Idę spać, skoro bardziej zależy ci na bezsensownej dyskusji, niż na dojściu.
– Zaczekaj – pociągnął mnie, aż upadłem na poduszkę.
– Co ty wyprawiasz? – zapytałem, nawet nie zauważyłem, kiedy usiadł na mnie okrakiem.
Zmarszczyłem brwi, świdrując go spojrzeniem, nie wiedziałem, co mu chodzi po głowie. Jego członek dumnie sterczał, prezentując się w całej okazałości, a z tej perspektywy wyglądał na dużo większego.
– Chcę ci zaproponować układ.
– Jaki układ?
– Zawsze tylko ja mam z naszych zabaw przyjemność i nie zaprzeczaj, bo tak jest. A co powiesz na to, byśmy spróbowali czegoś nowego?
Oczywiście pierwsza moja myśl była, że Tom chce ze mną współżyć, i ciężko było mi wymyślić na poczekaniu coś bardziej sensownego.
– Już ci mówiłem setki razy, że mnie odpowiada taki układ – wszedłem mu w słowa, a on przejechał dłonią po moim kroczu. Momentalnie znieruchomiałem, a przez moje ciało przebiegły dreszcze. Boże, jak ja pragnąłem takiej czułości, jednak ostatkiem rozsądku w wydarłem się na niego.
– Co ty do cholery robisz?!
– Więc jednak działam na ciebie – powiedział wyraźnie zadowolony.
– Podnieciłem się sytuacją, a nie przez ciebie.
– W porządku, to nie istotne, ważne, że teraz obaj możemy mieć z tego niezłą zabawę.
– O czym ty mówisz? – Zapytałem, czując, jak kładzie się na mnie.
Często lądowałem pod Tomem, znaczy zawsze, kiedy nasze bójki kończyły się szarpaniem na podłodze, ale to było coś innego. Jego nagie ciało szczelnie przylegało do mojego i chociaż wciąż miałem na sobie koszulkę i bokserki czułem, jaki jest rozpalony. Prawie zatraciłem się w tych doznaniach, gdy nagle otrzeźwiałem, czując, jak Tom zaczyna poruszać biodrami, ocierając się swoim kroczem o moje. To, jaką miałem z tego przyjemność, nie da się opisać słowami, przez chwile dosłownie zanurzyłem się w niej po koniuszki palców, ale zaraz naszła mnie myśl, że powinienem go powstrzymać, bo to się źle skończy.
– Tom, co ty robisz? Przestań!
– Przecież ci się podoba. Czuję to wyraźnie.
– Pojebało cię?!
– Cicho – wyszeptał i zasłonił mi usta ręką.
Już nie próbowałem go z siebie zrzucić, tylko pozbyć się z twarzy jego ręki. Im bardziej się z nim siłowałem, tym szybciej się poruszał, i w pewnym momencie poczułem, że za chwilę dojdę i że nie jestem w stanie już tego powstrzymać. Zacisnąłem z całej siły powieki i odpłynąłem w rozkoszy. Kiedy je otwarłem, Tom wisiał nade mną z szerokim uśmiechem na twarzy i przyspieszonym oddechem.
– I jak było? – zapytał wyraźnie zadowolony z obrotu sytuacji.
– Nijak.
– Nie podobało ci się?
– Nie!
Jego mina od razu zrzedła.
– Przecież doszedłeś.
– I co z tego, kurwa! Myślisz, że tylko na tym mi zależy?!
– To, na czym?
– Nieważne. Złaź ze mnie!
Zacząłem go spychać z siebie. Udało mi się to bez większego wysiłku. Umazany swoim i jego nasieniem, a przede wszystkim niemiłosiernie wkurwiony sam nie wiem na co, wstałem z łóżka.
– O co ci znowu chodzi?
– O gówno.
Rozsadzało mnie ze złości. Resztką sił powstrzymywałem się, żeby mu nie wykrzyczeć całej prawdy, Tylko świadomość, że on na pewno tego nie zrozumie, a już na pewno nie zaakceptuje, powstrzymała mnie.
– Co, okres masz, czy co? Co bym nie zrobił zawsze źle.
– Było dobrze, dopóki nie zachciało ci się robić jakichś durnych eksperymentów.
– To mogłeś powiedzieć, że nie chcesz.
– A co ja ci kurwa mówiłem?!
– Myślałem, że żartujesz.
– Nie żartowałem.
– Gdzie idziesz? – zapytał, widząc mnie kierującego się do drzwi na taras.
– Do siebie.
– Mieliśmy spać razem.
Odwróciłem się do niego. Siedział na łóżku kompletnie zdezorientowany, on naprawdę myślał, że ja mówiąc mu przestań, droczę się z nim.
– Zmieniłem zdanie – odparłem i wyszedłem, wchodząc po chwili do swojego pokoju i zamykając za sobą drzwi na taras. Nie miałem ochoty znaleźć się za chwilę z nim razem pod prysznicem, a wiem, że tak by było, bo Tom pozostawiony w niedomówieniu szczególnie namolnie próbował wyjaśnić sytuację.
Wszedłem czym prędzej pod prysznic, zrzucając z siebie brudną bieliznę.
Ciepła woda rozluźniła mnie i uspokoiłem się, powoli analizując w myślach zaistniałą sytuację. Miałem problem, to jedno mogłem z całym przekonaniem stwierdzić. Kurewsko podobała mi się ta zabawa. Tom podczas tego wyglądał tak seksownie, jego przyspieszony oddech, gorące ciało, i te ruchy, Boże…
                Położyłem się spać, ale nie zmrużyłem oka do samego rana, a tuż przed ósmą zadzwonił Jost z informacją, że mamy próbę o dziesiątej.
Nikt nawet nie wie, jak bałem się spotkania z Tomem. Nie wiedziałem jak mam się zachować.
Ze ściśniętym żołądkiem wyszedłem z pokoju, dziękując w duchu, że jestem tak popularny, że do samochodu musi odprowadzać mnie ochroniarz. Dobrze wiedziałem, że dopóki jestem wśród innych, Tom nie powie ani nie zrobi nic głupiego.
Jak tylko dotarłem do furgonetki, która miała nas zabrać na próbę, Tom, Gustav i nasz kierowca czekali już.
– Hej – przywitałem się.
– Cześć – odparł Gustav, Tom posłał mi tylko spojrzenie.
  Gdzie Georg?
– Zaraz przyjdzie, wrócił się po kurtkę.
– Aha. No to można wsiadać. Jeśli to nie problem pojadę dzisiaj z przodu – powiedziałem, na co Tom od razu zareagował.
– Dlaczego?
– Zawsze jeżdżę z tyłu, chcę zobaczyć po drodze trochę miasta.
– Jakoś wcześniej cię to nie interesowało.
– Dlatego, że zwykle, gdy jedziemy jest już ciemno i nic nie widać.
– Racja – przyznał Gustav, ratując mnie i moje serce, które zdążyło mi już podejść do gardła.
Wsiadłem, obok kierowcy, zanim ktoś coś jeszcze powie na ten temat. Georg w końcu dołączył do nas i ruszyliśmy.
Wyciągnąłem komórkę z zamiarem zrobienia kilku fotek, gdy nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu.
– Rób moim, ma lepszy aparat – odezwał się Tom, wciskając mi swój telefon.
Wiem, że w dupie miał zdjęcia, on szukał pretekstu, żeby mnie ze mną jakiś kontakt. Chyba czuł się winny za to, co zaszło w nocy, tyle że ja, wcale tego nie żałowałem.
I tak, chociaż wcale nie zależało mi na robieniu zdjęć, udało mi się zrobić kilka fajnych ujęć.
Jak tylko dojechaliśmy, oddałem Tomowi komórkę i ruszyłem pierwszy, dostrzegając na horyzoncie Josta.
Wiedziałem, że dopóki nie będę sam, nic mi nie grozi ze strony Toma, chociaż to złe słowo, bo tu nie chodziło o to, że mnie skrzywdzi, tylko będzie zadawał pytania, na które miałem tylko jedną odpowiedź, Kocham cię.

Po próbie czułem, że mam już serdecznie dość. Byłem przede wszystkim niewyspany, a przede mną jeszcze koncert. Wiedziałem już, że nie dam rady. Jak tylko wróciłem do hotelu, od razu pomyślałem o tych tabletkach od Toma. Co prawda byłem pewny, że to po nich mam te okropne bóle głowy, ale jeśli zawale koncert, boleć będzie mnie nie tylko głowa, bo reszta zespołu nie podaruje mi tego. Przekopałem wszystkie walizki i ubrania i za cholerę nie mogłem znaleźć tego woreczka, a dobrze pamiętałem, że były w nim jeszcze dwie tabletki.
Po jakieś godzinie szukania doszedłem do wniosku, że jedyne rozsądne wyjście, to pójść po kolejne tabletki do brata.
Spojrzałem na zegarek, do koncertu było ponad dwie godziny, najlepszy moment, żeby je zażyć. Odetchnąłem głęboko i ruszyłem do jego pokoju. Drzwi były otwarte na oścież, więc wszedłem do środka. Rozejrzałem się po pokoju, Tom najwyraźniej szykował się już do koncertu, bo przygotowane rzeczy leżały równo rozłożone na łóżku. W tej samej chwili usłyszałem szum wody w łazience. Ruszyłem w tamtym kierunku. Drzwi były uchylone, a Tom stał przed umywalką, w której płynęła woda i sobie trzepał.
Momentalnie na ten widok mi stanął. Zresztą, każdy by się podniecił na widok jego twarzy, pełnej skupienia i pogrążonej w błogiej przyjemności. Omiotłem wzrokiem jego zamknięte oczy ozdobione długimi ciemnymi rzęsami, i pełne purpurowe usta, które lekko rozchylone łapały coraz większe hausty powietrza, no i dłoń, która tak idealni obejmowała jego członek. Smukłe, ale silne palce, przesuwały się po całej jego długości, jak gdyby rzeźbiły, a nie doprowadzały go do upragnionego celu. Patrzyłem na to wszystko w skupieniu, czując raz za razem przyjemne skurcze w podbrzuszu.
Resztką sił, a raczej z obawy, że mnie zauważy i przerwie, powstrzymywałem się, żeby nie włożyć dłoni w spodnie i nie zrobić tego samego.
Minęła chyba dobra chwila, zanim zorientowałem się, że Tom na mnie patrzy, i kilka kolejnych sekund, gdy zauważyłem, jak po jego dłoni spływa strużka spermy.
A otrzeźwiałem dopiero, gdy się do mnie odezwał.
– Napatrzyłeś się już?
Aż podskoczyłem, gdy usłyszałem jego głos.
– Ja… – zacząłem, nie wiedząc co mam powiedzieć i gdzie patrzeć, gdy Tom zaczął myć dłonie i już tylko na wpół pobudzoną męskość. – Mam do ciebie sprawę.
Zakręcił wodę i spojrzał na mnie, zgarniając w międzyczasie ręcznik z wieszaka.
– Słucham.
– Masz może jeszcze te tabletki?
– Przecież ci dałem ostatnio cały woreczek.
– Wiem, ale wsadziłem je gdzieś i nie wiem gdzie. To znaczy chyba są w walizce, która została w busie. Jestem w potrzebie Tom, jeśli mi nie pomożesz zawale dzisiejszy koncert.
Westchnął tylko i zapiał rozporek, odwieszając ręcznik.
– Jak trwoga to do Boga, co?
– To pomożesz mi czy nie?
– A co ja będę miał z tego?
– A co chcesz?
Natychmiast spojrzał na mnie.
– Dobrze wiesz co.
– Nie wiem.
– Po pierwsze pogadać o tym, co było w nocy, a po drugie ustalić nowe zasady.
– Jakie nowe zasady?
Aż ukuło mnie coś w sercu, gdy to usłyszałem.
– Możesz okłamywać wszystkich wokoło, każdy ci na pewno uwierzy, bo jesteś w tym świetny, ale mnie nigdy nie oszukasz. Wiem, że nie chcesz rezygnować z tego, co robimy, tylko coś jeszcze chodzi ci po głowie, o czym mi nie mówisz.
To, że się domyśli, że coś ukrywam przed nim, wcale mnie nie zdziwiło. Pozostało tylko pytanie, czy powiedzieć mu prawdę, że mi na nim zależy o wiele bardziej, niż powinno.
– Nic mi nie chodzi. Już mi się to znudziło.
Uśmiechnął się i wyciągną z kieszeni swojej bluzy chusteczki higieniczne.
– Masz  – powiedział, podając mi je.
– Po co mi to? – zapytałem kompletnie zdezorientowany.
– Możesz to zrobić tutaj przede mną albo pójść do łazienki, jeśli się wstydzisz, ale ulżyj sobie, bo jak Boga kocham, za chwilę pękną ci spodnie w kroku.
Mało nie spaliłem się w tym momencie ze wstydu, co też było dziwne, nigdy wcześniej nie zwracałem takiej uwagi, no to żeby wypaść dobrze przed Tomem. A teraz? Kurwa mać, chciałem być dla niego idealny, a tymczasem moje własne ciało było przeciwko mnie.
– Nie potrzebuje twoich cholernych chusteczek – rzuciłem nimi w niego, a on śmiejąc się, pokręcił tylko głową.
– Co cię tak nakręciło, sytuacja czy ja? – zapytał wprost.
Wahałem się tylko przez chwilę. Czułem, że Tom się chyba domyśla. Nie było sensu tego ukrywać. Nawet jeśli nie zrozumie, zostanie to między nami, tego akurat byłem pewny.
– A co jeśli powiem, że ty?
Oderwał wzrok od komórki, w której właśnie grzebał i utkwił nim prosto w moich oczach.
– Tylko mi nie mów, że się we mnie bujnąłeś.
– A co jeśli powiem, że tak?
Chwilę milczał, nie spuszczając ze mnie ani na moment wzroku. Analizował czy go nie wkręcam, ale jego mina świadczyła o tym, że zaskoczyłem go i to bardzo.
– Chyba sobie żartujesz.
– Nie.
– Nie wierzę ci.
Wzruszyłem ramionami, klamka zapadła, już się wydało, co mi więcej pozostało jak ponieść konsekwencję swojej decyzji, bo po minie Toma widziałem, że nie ma co liczyć na wzajemność z jego strony, jeśli chodzi o to uczucie.
– To chore, Bill – skomentował. – Kiedy ci tak odwaliło, co?
– Nie odwaliło mi, zawsze cię kochałem, tylko teraz to do mnie dopiero dotarło.
– Masz się odkochać, rozumiesz?! – podszedł do mnie i rozkazał, grożąc mi palcem.
– To tak nie działa, Tom.
– Chuj mnie to obchodzi. Nie powinieneś nawet tak myśleć, a co dopiero czuć.
– A czego się spodziewałeś? Zwalać ci też nie powinienem, a robię to Bóg jeden wie jak długo.
– Nie mieszaj naszych zabaw z uczuciami. Czy ty się w ogóle słyszysz? Kurwa, no ja pierdole, nie wierzę!
Zdenerwował się.
– Posłuchaj mnie uważnie braciszku – zaznaczył to ostatnie słowo intonacją głosu. – Musisz to sobie wybić z głowy, bo na nic więcej niż to, co jest miedzy nami nie licz. Dla mnie jesteś tylko bratem.
– Z którym uprawiasz seks.
– Jaki kurwa seks!? – wrzasnął, aż się cofnąłem. – Wsadziłem ci?
Pokręciłem przecząco głową.
– To niemów, że uprawiam z tobą seks. To jest tylko zabawa!
– Dobra, nieważne, zrób z tym, co chcesz – rzuciłem i ruszyłem do drzwi. Już wiedziałem, że powiedzenie tego Tomowi było błędem. Jednak zanim zdążyłem je na dobre otworzyć, Tom podbiegł i zatrzasnął je z powrotem.
– Co ty wyprawiasz? – zapytałem zdezorientowany.
– Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać, a skoro wychodzisz stąd ze łzami w oczach, tym bardziej musimy dokończyć tę rozmowę i wszystko sobie wyjaśnić.
Dopiero teraz zorientowałem się, że ten zamazany obraz jest spowodowany moimi łzami. Cholera! Nie tak to miało być! Owszem, zrobiło mi się przykro, bo choć nie liczyłem na to, że Tom rzuci mi się na szyję i odwzajemni moje uczucie, to spodziewałem się większego zrozumienia z jego strony. Nie mogłem pokazać mu, że cierpię, bo wiem, że poświęciłby się i w końcu dostałbym, co chcę, tyle że bez uczucia z jego strony i ze świadomością, że robi to z poczucia winy lub dlatego, żeby mnie pocieszyć.
– Nie płaczę – odparłem, najpewniej jak tylko potrafiłem, dezorientując go tym. – Powiedziałem ci, bo chciałem, żebyś wiedział, niczego od ciebie nie oczekuje.
– A te łzy?
– Natalie ma jakiś nowy tusz do rzęs, szczypią mnie po nich oczy.
Patrzył mi uważnie w oczy, świdrując mnie na wskroś wzrokiem. Te kilka sekund wydawało mi się, że trwa wieki. W końcu odsunął się od drzwi, pozwalając mi wyjść.
Wparowałem do swojego pokoju jak burza, zatrzaskując z wielkim hukiem za sobą drzwi.
Katastrofa! To była jedna wielka katastrofa! Szczerze mówiąc, czułem się rozbity na tysiące kawałków i w tej chwili już nie czułem do Toma nic. Zresztą, w ogóle dziwnie się czułem, sam nie wiem, co się ze mną działo. Może mi się faktycznie wydawało, że kocham Toma bardziej, niż powinienem? Ewidentnie miałem za dużo wrażeń. Stanąłem w łazience przed lustrem i gapiłem się na siebie, choć tak naprawdę wcale się w nim nie widziałem. Odkręciłem wodę i przemyłem twarz, zmywając przy okazji makijaż, który Natalii i tak zrobi mi na nowo tuż przed występem. Ciągle przewijała mi się w głowie rozmowa z Tomem. Mogłem mu nie mówić, chociaż pewnie i tak by się domyślił, więc w sumie nawet lepiej, że już wie, tylko co dalej? Co z naszymi zabawami? Byłem pewny, że więcej do mnie nie przyjdzie, bo już wie, że to dla mnie znaczy o wiele więcej niż dla niego.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, ale zanim zdążyłem się odezwać, usłyszałem jak się otwierają i zamykają, i ten charakterystyczny szelest spodni sunących po dywanie. Nawet nie musiałem się odwracać, doskonale wiedziałem, że to Tom.
Spojrzałem na niego.
– Nie jestem w stanie z tobą rozmawiać – rzucił. – Przynajmniej nie teraz. Muszę się skupić na koncercie, a dopiero później wszystko sobie przemyśleć.
– Niczego od ciebie nie oczekuję – sprostowałem.
Kiwnął mi głową, że rozumie, po czym wyciągnął z kieszeni woreczek z tabletkami.
– Masz i nie zgub ich tym razem.
– Dzięki, nawet nie wiesz, jak mi są dzisiaj potrzebne.
– Widziałem na próbie – skomentował moje rozkojarzenie i to, że się pomyliłem na niej więcej niż zwykle.  A jak twoje oczy?
– Już dobrze.
– Wywal to świństwo, jeśli ci nie służy.
– Tak zrobię.
Nic więcej już nie powiedział, po prostu odwrócił się i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samego ze sobą i z głową pełną dylematów, a mogłem mu nic nie mówić i cieszyć się tym, co miałem do tej pory.
Kurwa, czy ja zawsze muszę coś spierdolić?