Informacja

KIEDY NOWY ODCINEK?

W niewoli uczuć (19) - Soon :D




INFORMACJA


PDF do ściągnięcia
Klik





Obserwatorzy

sobota, 4 listopada 2017


Odcinek 18





Kiedy skończył, siedziałem jak zahipnotyzowany, gapiąc się na niego i kompletnie nie wiedząc co powiedzieć.
– No i myślę, że to by była wersja na klawisze – skomentował, odkładając gitarę na bok. – Jak pojedziemy do studia, zagram ci to na pianinie – ciągnął dalej, w końcu orientując się, że coś jest nie tak. – Co tak na mnie patrzysz? Nie podoba ci się? Spoko, wymyślę coś innego, żaden problem.
– Podoba – rzuciłem, zanim rozpędził się ze swoimi wywodami, że się nie znam tak naprawdę i sam nie wiem czego chcę. Tyle że ta melodia trafiła do mnie od razu. – Możesz to zagrać jeszcze raz?
Zdziwił się, bo aż uniósł jedną brew.
– Mogę – odparł i chwycił z powrotem gitarę.
To było niesamowite, bo tekst sam zaczął mi się układać w głowie.
Zerwałem się z fotela i podszedłem do szafki, na której Tom zwykle miał jakieś puste kartki, zabierając jedną i z długopisem w ręce z zapałem zacząłem pisać tekst, tak na gorąco, żeby mi nic nie umknęło.
Siedzieliśmy naprawdę długo nad tą piosenką. Czułem się tak, jak za starych dobrych czasów.
Pewnie jeszcze długo byśmy siedzieli, gdyby nie rozdzwonił się Toma telefon.
Sięgnął po niego, zerkając z zaciekawieniem na wyświetlacz.
– To mama – powiedział i odebrał. – Cześć mamo… Jest ze mną… Graliśmy, nie było słychać.
Ach, pewnie dzwoniła najpierw do mnie, a my faktycznie nic nie słyszeliśmy.
– Jeszcze nie… Nie martw się, poradzimy sobie… Wiem jak się obiera kartofle.
Uśmiechnąłem się, gdy spojrzał na mnie i przewrócił oczami.
– Nigdzie się nie wybieramy… A wy jak tam wernisaż? … Zrób zdjęcia… Jasne. Tak, wiem. Też was całujemy. Pa…
Rzucił telefon na stolik, patrząc się na mnie.
– Mamy sobie zrobić obiad – powiedział.
– W sumie to nie głupi pomysł, bo trochę zgłodniałem – stwierdziłem.
– A na co masz ochotę?
– Wszystko jedno.
– Jeśli mi pomożesz, to zrobię coś ekstra – rzucił, na co uniosłem brwi.
– Jeśli chcesz, mogę pomóc.
– Zawsze chcę.
– Tak? Jakoś nigdy wcześniej mi o tym nie mówiłeś.
– Miałem nadzieję, że sam się domyślisz.
Tym razem to ja przewróciłem oczami.
– No to chodźmy, bo naprawdę robię się coraz bardziej głodny.
Tom przejął obowiązki szefa kuchni, a ja kroiłem wszystko, co mi kazał. Po niespełna godzinie postawił przede mną takie danie, że już od samego wyglądu ślinka ciekła.
– Bon appetit.
– Dzięki.
– I masz zjeść wszystko.
– Bo?
– Przyjdę dziś w nocy do ciebie i nie chciałbym w kulminacyjnym momencie usłyszeć, że ci w brzuchu burczy.
Aż poczułem skurcz w żołądku. W sumie nawet nie wiem czemu, bo przecież to nie było nic nowego, a zważywszy, że sam mu w szpitalu obiecałem, w ogóle nie powinienem był się zdziwić, a jednak poczułem się jakoś nieswojo.
– Spoko – odparłem, uciekając wzrokiem. Nie chciałem, by Tom zauważył moje zmieszanie.
– Spalisz dziś masę kalorii.
– Ja? – zdziwiłem się, a on tylko skinął głową, uśmiechając się przy tym tajemniczo i wpakował do ust pierwszą porcję jedzenia.
– Umm – mruknął. – Pycha. Wyszło naprawdę niezłe.
– Tak – przyznałem, choć mój humor się już nieco popsuł wizją nocnego walenia konia mojemu bliźniakowi.
Nie wiem, dlaczego zrobiło mi się tak przykro. Robiłem mu to już tyle razy, że w ogóle nawet nie powinienem zwrócić na to uwagę, a jednak po tym, co przeszliśmy w ostatnich tygodniach, sądziłem, że coś się jednak między nami zmieni w tej kwestii. Jednak Tom najwyraźniej chciał, by wszystko zostało po staremu, a skoro ja mu jeszcze do tego obiecałem, nic dziwnego, że się o to upomniał.
Po jedzeniu zasiedliśmy przed telewizorem i nawet udało mi się zapomnieć o moim nocnym obowiązku. Ale jak tylko skończył się film i Tom oznajmił mi, że idzie wziąć długi prysznic, żebym mu nie marudził, że śmierdzi, kolejny raz poczułem, jak ściska mi się żołądek.
Trochę zniesmaczony wróciłem do swojego pokoju. Mnie w przeciwieństwie do Toma wystarczył szybki prysznic. Trochę się poszwendałem po pokoju, chowając przy okazji niepotrzebne ubrania do szafy, a Toma nadal nie było.
Zrobiło się już tak późno, iż uznałem, że się chyba rozmyślił i do mnie dzisiaj nie przyjdzie, więc położyłem się w końcu do łóżka, układając się w swojej ulubionej pozycji.
Nie mogłem jednak zasnąć. Nie myślałem nad niczym konkretnym, ale pomimo zmęczenia nie mogłem zapaść w sen.
Podskoczyłem jak oparzony, gdy poczułem dotyk na ramieniu.
– Hej, mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz – usłyszałem.
– Śpię.
– No co ty. Dopiero po dwunastej.
– To co z tego?
– No daj spokój, trochę mi zeszło w łazience.
– Trochę? – zapytałem z ironią i odwróciłem się, by w końcu spojrzeć na niego. – Dwie godziny nazywasz trochę?
– Godzinę, jak co.
– Wszystko jedno, za długo. Znudziło mi się czekanie.
– Czekałeś na mnie?
– A co w tym dziwnego? Mówiłeś, że przyjdziesz, obaj dobrze wiemy po co.
– Ja nie wiem.
Prychnąłem. Wcale mnie nie bawiła ta gra słowna.
– Nie ważne. Masz ręcznik? – zapytałem, odrzucając kołdrę na bok. W tej chwili myślałem tylko o jednym, zrobić mu dobrze i położyć się spać.
– Nie.
– To nie ma zabawy. Nie będę spał w brudnej pościeli, tyle razy ci o tym mówiłem.
– Chciałem spróbować czegoś innego – rzucił w ogóle niewzruszony moim wywodem.
– Akurat dzisiaj?
Skinął głową.
– Super. Tyle że mnie się naprawdę chce spać.
– Po tym ci się odechce.
Zmarszczyłem brwi i aż usiadłem, odwracając się do niego przodem. Już miałem mu powiedzieć, że mam jego pomysły gdzieś, ale zatkało mnie, gdy się zorientowałem, że patrzy na moje usta.
– Tom?
Oderwał wzrok od moich ust i spojrzał mi w oczy.
– Co się dzieje? – zapytałem zdezorientowany jego dziwnym zachowaniem.
– Nic. Jeszcze nic – odpowiedział i znowu skupił wzrok na moich ustach. I to był tylko moment, gdy nachylił się i tak po prostu pocałował mnie. Zamarłem! Zamarłem z zaskoczenia, z fali przyjemności, która nagle mnie owładnęła, ze strachu, że jeśli choćby zrobię zbyt głęboki oddech, Tom przestanie mnie całować i ucieknie.
Odsunął się ode mnie, a ja powoli otwarłem oczy. Bacznie mi się przyglądał.
– Zacznij normalnie oddychać – rzucił.
– Boję się – odparłem szczerze.
– Czego?
– Że już nigdy więcej tego nie zrobisz.
Uśmiechnął się w taki czuły sposób.
– Ja na twoim miejscu zacząłbym się raczej martwić tym, że się ode mnie już nigdy nie uwolnisz.
– Jak mam to rozumieć?
– Najlepiej dosłownie.
– Tom, nie rób sobie żartów, mnie to wcale nie bawi.
– Nie robię. Jestem tak poważny, jak nigdy w życiu.
Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem. Serce waliło mi w gardle i miałem ochotę ze szczęścia rzucić się mu na szyję, a jednak coś nie pozwalało mi na to. Bałem się, że Tom powie coś w stylu, nie przesadzajmy jednak z tymi czułościami, więc patrzyłem na niego, wzbudzając na jego twarzy uśmiech. 
– Znam cię całe życie, a jeszcze nigdy nie widziałem u ciebie takiego wyrazu twarzy.
– Jakiego?
– Takiego. Nawet nie wiem jak go nazwać.
– Bo nie rozumiem, co tak nagle zmieniłeś zdanie.
– To nie chodzi o zmianę zdania. Potrzebowałem czasu, by pewne rzeczy do mnie dotarły.
Zawsze wierzyłem w to, co mówił Tom, i zawsze wiedziałem, co miał dokładnie na myśli, a teraz, właśnie teraz, gdy rozumiałem, o czym mówił, bałem się, że źle to rozumiem.
– Musiałem cię cholernie zawieść, skoro mi teraz nie wierzysz.
– Wierzę – wydusiłem z siebie, ale on tylko pokręcił głową.
– Ja widzę, że nie. I w sumie to się wcale nie dziwię. Ja na twoim miejscu zachowałbym się dokładnie tak samo.
Usiadł, odsuwając się ode mnie.
– Kiedy leżałem w szpitalu, miałem mnóstwo czasu na przemyślenia. Nawet nie wiesz, jak bardzo jest mi przykro za to, jaki nieraz byłem dla ciebie.
– Nie rozumiem.
Naprawdę teraz nie rozumiałem, przecież zawsze trzymaliśmy się razem, nigdy, ale to absolutnie nigdy nie miałem uczucia, że Tom mnie krzywdzi bądź wykorzystuje.
– Ja wiem, że z tego naszego układu tylko ja korzystałem, a tak nie powinno być.
– Proponowałeś mi wiele razy zamianę. Nie chciałem. Odpowiadał mi taki układ, jaki był.
– Do czasu.
No tak, tu miał rację do czasu, kiedy zdałem sobie sprawę, że czuję coś więcej do niego niż tylko braterską miłość.
– I mimo tego nigdy mi nie odmówiłeś.
– Tom, jeśli teraz chcesz mi to zrekompensować, bo czujesz wyrzuty sumienia, to naprawdę nie musisz. Już ci to raz powiedziałem, ale powtórzę, gdybym nie chciał, nie tknąłbym cię nawet małym palcem.
– Tak, tak, wiem. Tyle że wszystko się zmieniło.
Otwarłem szerzej oczy.
– Nie patrz tak. Tak mi życzyłeś, żebym się w końcu naprawdę zakochał, że to się stało.
Aż mi się wnętrzności skręciły, kiedy to usłyszałem.
– Pewnie nie takiej miłości mi życzyłeś, ale zakochałem się właśnie w tobie.
– Tom, ja…
Położył mi rękę na ustach, nie dając dokończyć.
– Wiem, że mam u ciebie jeszcze szansę, że wciąż czujesz coś do mnie.
Odsunąłem sobie z ust jego rękę.
– Skąd ta pewność?
– Z twojego pamiętnika.
W tym momencie zabrakło mi tchu. A jednak czytał. Musiał czytać, skoro zdecydował się posunąć tak daleko.
– Mówiłeś, że nie czytałeś.
– Skłamałem. Widziałem, jaki chodzisz zdenerwowany, więc skłamałem. Ale przeczytałem od deski do deski, każde słowo, rozumiesz?
– I nie masz mnie za świra?
– Za świra? – zdziwił się. – Jeśli ty jesteś świrem, to ja też.  Jestem na siebie zły, że na tym najważniejszym podłożu, nie potrafiliśmy ze sobą szczerze rozmawiać. Wiemy o sobie wszystko, a nie stać nas było na szczerą rozmowę o tym, co czujemy. Naprawdę nienawidzę się za to, jakim dupkiem byłem. Żeby nie ta afera z tabletkami nasze drogi rozeszłyby się.
– Mogę zadać ci jedno pytanie? – zapytałem niepewnie.
– Pytaj. Pytaj o wszystko, o co chcesz, na każde odpowiem.
– Kiedy uświadomiłeś sobie, że ci na mnie zależy. No wiesz, co mam na myśli?
– Kiedy zacząłeś więcej czasu spędzać z Adrianem. Strasznie denerwował mnie ten facet. Lubię go, ale wkurwiało mnie to, że więcej czasu spędzasz z nim niż ze mną. Do tego, kiedy widziałem, jak się przy nim śmiejesz, szlag mnie dosłownie trafiał. Zacząłem się zastanawiać, o co chodzi? Czemu tak mi to przeszkadza i Natalie mnie uświadomiła zupełnie przypadkowo.
– Powiedziałeś jej?!
– No co ty. Ona nie ma nawet pojęcia, że mi to uświadomiła.
– No to jak?
– Usłyszałem, jak rozmawiała z Georgim i mówiła mu, że wygląda na to, że nasze drogi zaczynają się rozchodzić, że ty zawierasz przyjaźnie inne niż ja i że pewnie wkrótce też oznajmisz nam wszystkim, że jesteś z kimś w związku.
– A ty pomyślałeś, że mogę się związać z Adrianem?
– Tak pomyślałem.
– To mężczyzna, Tom.
– Wiem o tym. Boże, Bill, nie robię z ciebie geja. Zresztą znasz moje zdanie na ten temat. I wiesz, nie ma znaczenia, z kim jesteś, jeśli jesteś w tym związku szczęśliwy.
– To dlatego byłeś taki dziwny?
Skinął głową.
– Nie wiedziałem, co robić. Z jednej strony chciałem, żebyś był szczęśliwy, a z drugiej…
– Z drugiej dotarło do ciebie, że powinienem być szczęśliwy, ale z tobą.
– Dokładnie.
Westchnąłem i spuściłem na chwilę wzrok.
– Wiem, jestem beznadziejnym bratem. Straszny ze mnie egoista i w ogóle.
– Mnie też można wiele zarzucić – wtrąciłem. – I też jestem strasznym egoistą – przyznałem.
Tom się zaśmiał na to wyznanie.
– Obaj jesteśmy. Więc, jak będzie Billy, dasz mi jeszcze jedną szansę?
– Skoro czytałeś mój pamiętnik, to już znasz odpowiedź.
Uśmiechnął się.
– Przysięgam ci, że tej szansy nie zmarnuję – mówiąc to, pochylił się i pocałował mnie w policzek.
Otwarłem szerzej oczy, Tom zachowywał się zupełnie inaczej niż do tej pory. Zaczęliśmy się całować i choć byłem pewien, że za chwilę jego ręka powędruje do moich spodni, nie zrobił tego. Poczułem, jak napiera na mnie ciężarem ciała i poddałem się, a on położył się na mnie, nie przestając mnie całować ani na chwile.  Nie wiem, jak długo to trwało, ale niczego prócz całowania tego wieczoru nie było.

                Dawno nie spało mi się tak dobrze.
Obudziłem się w południe. Otwarłem powoli oczy, przypominając sobie po chwili, co się wydarzyło zeszłego wieczoru. Od razu spojrzałem w bok, szukając wzrokiem Toma, ale nie było go. Dotknąłem miejsca obok siebie, było jeszcze ciepłe, więc musiał niedawno wstać. Dziwnie się czułem, nie za bardzo wiedziałem, czego się spodziewać i jak się zachować, zupełnie tak, jakby Tom był mi obcą osobą i dopiero byśmy się poznawali.
Zanim pogrążyłem się w swoich przemyśleniach na dobre, usłyszałem kroki, które zbliżały się prosto do mojego pokoju. Spojrzałem na drzwi, obserwując, jak się otwierają.
– Dzień dobry śpiochu – przywitał mnie z wielkim uśmiechem na twarzy i tacą jedzenia.
– Dzień dobry – odparłem. –  Śniadanie do łóżka?
– Tak. Ale nie przyzwyczajaj się.
– Szkoda, bo już myślałem, że tak zawsze będzie.
Uśmiechnął się.
– Zawsze, to będziesz mnie miał u swojego boku.
Tym razem to ja się uśmiechnąłem.
– To nawet lepsze niż śniadanie do łóżka.
– Nie obiecuję ci, że będzie codziennie, ale od czasu do czasu mogę przynieść ci je do łóżka, żaden problem.
– Ja tobie też – zadeklarowałem się.
– Byłoby miło, o ile wstaniesz pierwszy – zaśmiał się.
Dobrze wiedziałem, że ściągniecie mnie z łóżka było czasem trudnym zadaniem, ale potrafiłem wstać wcześniej od Toma i zamierzałem mu to udowodnić.
– Jedz, bo ci wystygnie, a zimne już nie jest takie dobre – upomniał mnie.