Informacja
W niewoli uczuć (23) - Soon :D
INFORMACJA
PDF do ściągnięcia
Klik

Obserwatorzy
Polecam tu zajrzeć
-
2 miesiące temu
-
3 miesiące temu
-
-
-
-
8 lat temu
-
-
9 lat temu
-
9 lat temu
-
9 lat temu
-
9 lat temu
-
10 lat temu
-
10 lat temu
-
10 lat temu
czwartek, 5 lutego 2015
20:53
Kochani
Przepraszam, że tak późno wrzucam, ale kompletnie mi wyleciało, że dziś dzień publikacji. Jakoś sobie ubzdurałam, że to jutro. Gdyby nie moja niunia, która mi właśnie smsa wysłała z pytaniem, kiedy dodam odcinek, nie dostalibyście go dzisiaj :)
Przepraszam, że tak późno wrzucam, ale kompletnie mi wyleciało, że dziś dzień publikacji. Jakoś sobie ubzdurałam, że to jutro. Gdyby nie moja niunia, która mi właśnie smsa wysłała z pytaniem, kiedy dodam odcinek, nie dostalibyście go dzisiaj :)
Odcinek 28
*
Bill wyszedł z mojego pokoju, a ja przekręciłem się na wznak,
wlepiając wzrok w sufit. Musiałem się ruszyć i iść w końcu po narkotyk. Od
powrotu ze szpitala, już kolejny raz szedłem do DJ’a w ostatniej chwili. Z
każdym dniem czułem się coraz gorzej i każde wyjście było dla mnie jak wyprawa
na koniec świata. Traciłem siły w oczach i nawet sam to widziałem. Nie miałem już
siły krzyczeć na resztę domowników, a kiedy mama wchodziła do mojego pokoju
kolejny raz z rzędu zapytać mnie, czy coś zjem, po prostu odwracałem się na
drugi bok albo zamykałem oczy, pokazując jej tym gestem, żeby zostawiła mnie w
spokoju. Zresztą prawie przestałem wstawać z łóżka, śmiało mogłem powiedzieć,
że powoli umierałem. Byłem już cieniem samego siebie. Pokłute i posiniaczone ręce.
Przesuszona i poszarzała skóra. Pełno jakichś wyprysków, zapewne reakcja
alergiczna organizmu, który próbował pozbyć się toksyn, jakie aplikowałem sobie
kilka razy dziennie. Nie było co się oszukiwać, nie było ze mną najlepiej. O
tym, jak bardzo znowu schudłem, nawet nie będę mówił. Ostatnio wyciągnąłem z
dna szafy spodnie, które nosiłem dwa lata temu, cudem zrobiły się na mnie znowu
dobre. Odetchnąłem głęboko, zerkając na komórkę. Od godziny powinienem wziąć
kolejną działkę, a nawet jej nie miałem, nawet po nią jeszcze nie poszedłem.
Przetarłem twarz rękami, słysząc, jak do pokoju ktoś wchodzi.
Zerknąłem w stronę drzwi, widząc w nich stojącego brata.
- Śpisz? – zapytał.
- Nie.
Zamknął za sobą cicho drzwi, jakby wiedział, że każdy
większy hałas mnie drażni i podszedł do łóżka, siadając na jego brzegu.
- Zimno ci? – zapytał, kładąc mi rękę
na czole.
- Trochę. Muszę wziąć kolejną dawkę.
- Martwię się o ciebie, Tom.
Nikniesz w oczach. Strasznie schudłeś.
- Wiem – przyznałem.
- Długo biernie się temu przyglądałem,
ale już nie mogę. Nie zniosę tego dłużej.
Nie potrafię stać z boku
i udawać, że wszystko jest w porządku tylko dlatego, że ty tego ode mnie
oczekujesz. Mija dzień za dniem, a ty nic z tym nie robisz i jest cię coraz mniej
w moim życiu.
- Przepraszam, Bill.
- Wiem, że ci obiecałem nie
wspominać o tym, ale musisz iść na odwyk. Jeśli tego nie zrobisz, umrzesz. Obaj
umrzemy, bo ja nie zamierzam zostać tu sam.
Aż spojrzałem na niego.
- Przestań pieprzyć. – Zdenerwował
mnie tym tekstem.
- Mówię poważnie.
- Jeszcze nie umieram.
- Ale tak właśnie wyglądasz. Widziałeś
się w lustrze?
- Nie dam rady iść teraz na
odwyk. Mój organizm jest tak wycieńczony, że nie przeżyję tego, choć pewnie dla
wszystkich tak byłoby najlepiej.
- Nigdy! Kocham cię i chcę cię
mieć przy sobie do końca życia. – Rozpłakał się. Zrobiło mi się cholernie przykro.
- Nie płacz, Bill, nie mam siły
cię pocieszać.
- Obiecaj mi, Tom, że pójdziesz na
odwyk. Rozmawiałem z doktorem, powiedział, że zanim zdecyduje o odstawieniu
narkotyku, postawi twój organizm na nogi. Tom to jest twoja szansa na normalne życie.
Westchnąłem. Dla Billa wszystko wydawało się takie proste. Zanim
nas porwali, dla mnie też takie było. Wystarczyła jedna decyzja i tylko chęć osiągnięcia
celu, a teraz? Teraz moim życiowym celem stała się kolejna dawka heroiny i nie
byłem z tego w ogóle dumny. Kompletnie nie panowałem nad swoim życiem, pod żadnym
względem.
Podniosłem się, podpierając na drżących rękach, wszystko mnie
znowu bolało.
- Pomóż mi się ubrać – poprosiłem
go.
- Gdzie chcesz iść w takim stanie?
- A jak myślisz? Kto pójdzie mi
kupić narkotyk? Ty?
- Ledwo trzymasz się na nogach. Jak
chcesz iść?
- Tak jak zawsze.
Jednak zdziwiłem się, kiedy Bill wyciągnął z kieszeni fiolkę
narkotyku. Była inna niż te, które kupowałem od DJ’a. Była o wiele większa, choć
pewnie zwartością się nie różniła.
- Skąd to masz? – Oderwałem z
ledwością wzrok od fiolki i spojrzałem na niego.
- Kupiłem.
- Od kogo? Chodziłeś na stare
miasto?
- Nie. Zresztą nie ważne skąd ją
mam. Ty masz swoje układy, a ja swoje.
- Nie musiałeś tego robić. Miałeś
się od tego trzymać z daleka.
- Nie mogę się od tego trzymać z
daleka, bo tym żyję! Nadal tego nie rozumiesz? Nie widzisz tego, że męczę się
razem z tobą? Może ja nie odczuwam bólu
fizycznego, tak jak ty, ale boli mnie umysł. Nie potrafię o niczym innym myśleć
jak o tobie. Kładę się spać z myślą o tobie i budzę się, myśląc o tobie. Pomogę
ci, ale musisz mi obiecać, że pójdziesz na odwyk.
Znieruchomiałem, gapiąc się na tę fiolkę w jego ręku i po raz
pierwszy pomyślałem, że może nie wezmę. Bolało mnie już wszystko, ale to byłby
dobry moment.
Bill wyciągnął dłoń, podając mi narkotyk.
- Weź i zażyj. Cokolwiek teraz chodzi
ci po głowie, nie jesteś na tyle silny, żeby przez to przejść.
- Skąd wiesz, o czym myślę? – spojrzałem
na niego, odrywając w końcu wzrok od buteleczki, którą cały czas trzymał.
- Zawsze wiem. Tak samo, jak ty wiesz,
co ja myślę. Jesteśmy bliźniakami, Tom, pamiętasz jeszcze o tym? Nadal pomimo tego,
co nas spotkało, między nami jest więź, ona nie została zerwana, Tom. Nadal
jest. Cokolwiek by ktoś myślał i mówił na ten temat, ona nadal między nami
jest. Czujesz ją? Odpowiedz mi. Wiem, że czujesz.
- Czuję – przyznałem i wziąłem od
niego fiolkę, natychmiast chwytając też pasek z krzesła. Nie bawiłem się już w
chodzenie do łazienki, żeby nikt mnie czasem nie widział, jak biorę. Billa się
tym bardziej nie krępowałem, widział to już tyle razy, że kolejny pewnie nie zrobi
na nim większego wrażenia.
Nabrałem do strzykawki narkotyku i zaciskając pasek na
przedramieniu, przymierzyłem się do wkłucia, jednak ręce tak mi się już trzęsły
- głównie z bólu, że nie mogłem trafić w żyłę. Kułem się już kilka razy wciąż z
tym samym efektem. Zdążyłem się już przyzwyczaić do kłucia, ale kiedy wbijałem
się w miejsce, gdzie nie zagoiły się jeszcze poprzednie ślady, czułem ból i to było
cholernie nieprzyjemne. W końcu sfrustrowany przekląłem.
- Kurwa!
- Daj. Ja to zrobię – powiedział,
a ja aż ze zdumienia otwarłem szerzej oczy.
- Bill… Nie musisz. Przecież
wiem, że…
- Daj strzykawkę i oprzyj się
wygodnie.
Podałem mu ją, obserwując go uważnie. Chwilę przyglądał się
mojej ręce. Znalezienie żyły na tej sinej masakrze, którą sam sobie zrobiłem,
było nie lada wyczynem, ale dopatrzył się i bardzo delikatnie wkuł się w nią.
Gdyby on zawsze aplikował mi narkotyk, pewnie w ogóle nie miałbym śladów na rękach,
a tak, robiło się niedobrze, kiedy się na nie patrzyło.
- W porządku? – zapytał.
- Tak – kiwnąłem mu głową, a on zaczął
wstrzykiwać. Po chwili odwiązał mi pasek z przedramienia, pozwalając rozejść się
narkotykowi po moim krwioobiegu. Poczułem, jak ból powoli zanika. Kolejnym etapem
miało być uczucie błogostanu i sen, ale ku mojemu zdziwieniu, sen nie
nadchodził. Co więcej, zamiast otępienia i zmęczenia poczułem przypływ energii.
I tak jak do tej pory leżałem oparty o stertę poduszek, tak poderwałem się, wlepiając
wzrok w brata. Doskonale wiedziałem, kiedy ostatnio tak się czułem. To nie była
heroina, tylko pochodna, którą szprycowała mnie Muna i nie miałem co do tego żadnych
wątpliwości.
Nagle tysiące myśli zaczęło krążyć mi po głowie. Skąd ją
miał? Jak ją zdobył?
*
- Bill, skąd to masz? – chwycił
mnie za rękę, żebym mu nie uciekł.
- Nie ważne.
- Bardzo ważne. Dzięki temu mogę
normalnie żyć.
- Nigdy nie będziesz normalnie
żył, jeśli nie przestaniesz brać.
Zamilkł. Widziałem, że walczył ze sobą. Rozumiałem, że
teraz, gdy czuł się dobrze, ta decyzja naprawdę stanowiła dla niego problem.
- Bill, przecież wiesz, że ja nie
dam rady tego rzucić. Spójrz na mnie, czy to wychudzone ciało przetrzyma choćby
jeden dzień bez narkotyku? Chcesz, żebym umarł?
- Przestań brać mnie na litość!
Chcę, żebyś żył. N o r m a l n i e! – Przeliterowałem mu. - Ten narkotyk, to
tylko doraźne rozwiązanie. Żebyś odzyskał siły i rzucił to raz na zawsze, żebyś
był wolny.
Pokręcił głową. Lekarz mnie ostrzegał, że tak właśnie może
reagować. Psycholog także powiedziała mi, że muszę w tym momencie być
konsekwentny i nie mogę mu ulec. Wydawało mi się nawet, że spokojnie dam radę,
w końcu chciałem, żeby Tom był znowu czysty i zdrowy, ale kiedy patrzyłem mu w
oczy, w których tliło się tyle emocji, nie potrafiłem już tak konsekwentnie
trwać w swoich postanowieniach.
- Powiedz, gdzie go zdobyłeś?
Tym razem to ja pokręciłem przecząco głową. Tego jednego na
pewno mu nie powiem, nie było takiej opcji.
- Nigdy! – odparłem hardo.
Puścił mnie i z dziką furią uderzył z całej siły pięścią w
szafkę, robiąc przy tym taki hałas, że po chwili do pokoju przyszedł Gordon.
- Co się tu dzieje? – zapytał,
patrząc raz na mnie raz na Toma, który ani na moment nie spuszczał ze mnie
oczu. Ciągle próbował wymusić na mnie, żebym mu powiedział, a ja, gdyby nie
Gordon pewnie bym mu już wyśpiewał.
- Nic – odpowiedział Tom,
rezygnując z dalszego nękania mnie swoim przenikliwym spojrzeniem.
- Bill? – Gordon dotkną mojego
ramienia.
- Nic – potwierdziłem i
odwróciłem się, wymijając Gordona i wychodząc stamtąd.
Kiedy zamknąłem się w swoim pokoju i ochłonąłem, rozpłakałem
się. Nerwy mi puściły i nie potrafiłem się opanować. Ukryłem twarz w poduszce i
dosłownie wyłem z bezsilności. Wiedziałem, że będzie ciężko, że Tom jest tak
uparty, że zadanie może mnie przerosnąć. Gdyby tylko nie chodziło o jego życie,
nie przejąłbym się tak bardzo, ale ja nie chciałem, żeby on umarł, a z każdą
kolejną dawką istniało ryzyko, że jego serce w końcu tego nie wytrzyma i po
prostu zatrzyma się, a ja nie chciałem żyć bez niego.
*
Gordon stał tam, obserwując mnie i denerwując. Przez niego
Bill mi się zwinął i już wiedziałem, że nie wyciągnę od niego tak łatwo, gdzie
udało mu się zdobyć narkotyk, a byłem już tak blisko.
- Chciałeś coś? – zapytałem, bo
zaczynał mi działać na nerwy.
- Pokłóciliście się?
- Nie. Zamknąłem tylko szafkę.
- Słyszeliśmy, jak ją zamykałeś –
rzucił z ironią. - Nie zapominaj, że Bill jest twoim bratem.
Spojrzałem na niego niezrozumiale.
- O co ci chodzi, Gordon? Nie
uderzyłem go!
- Fizycznie może nie, ale
atakujesz go słownie.
- Ach. Więc teraz jestem tym
złym. – Prychnąłem z ironią.
- Nie jesteś zły, tylko się
pogubiłeś.
- Daruj sobie tego typu kazania –
odparłem i podszedłem do drzwi. – Możesz? - machnąłem ręką, pokazując mu tym
gestem, żeby wyszedł z mojego pokoju. Chwilę jeszcze stał, przyglądając mi się,
jednak w końcu wyszedł. A ja, choć miałem ochotę trzasnąć drzwiami z impetem,
zamknąłem je bardzo delikatnie, zaciskając z całej siły zęby i obie pięści.
Nosiło mnie. Jak wcześniej zwijałem się z bólu, tak teraz rozsadzała mnie
wściekłość. Balansowałem ze skrajności w skrajność, dosłownie. Nie potrafiłem
zapanować nad tym dziwnym uczuciem wewnątrz mnie. Nałożyłem bluzę z kapturem i
wyszedłem z pokoju z zamiarem wyjścia z domu, zanim za chwilę coś zdemoluję
albo komuś z domowników zrobię krzywdę. Jednak, jak tylko wyszedłem z pokoju,
usłyszałem jakieś dziwne dźwięki, dobiegające z pokoju Billa. Podszedłem pod
jego drzwi, nasłuchując. Wyraźnie było słychać, że płakał. Właściwie, to już
nie był płacz, on szlochał, aż skręciły mi się wnętrzności i cała złość
uleciała ze mnie w jednej sekundzie.
Boże, co ja wyprawiałem? Zdobycie tego świństwa musiało go
naprawdę wiele kosztować. Nie mówiąc już o tym, że sam mi je jeszcze
wstrzyknął. Czy miałem prawo odrzucić jego pomoc? Nie! W jednej chwili
uświadomiłem sobie, że miał rację. Nie tylko ja byłem chory, ale on także. Był
chory moją chorobą i dopóki ja nie stanę sam na własnych nogach bez żadnych
wspomagaczy, on będzie męczył się razem ze mną. Doskonale wiedziałem, dlaczego
nie chciałem poddać się leczeniu. Bałem się. Strasznie przerażała mnie sama
myśl, że znowu będzie bolało, że nie będę panował nad swoim ciałem i, że mogę
umrzeć, choć i tak z każdą kolejną dawką byłem o krok od śmierci.
Zapiekły mnie oczy i zamrugałem, czując, że zbierają mi się
w nich łzy. Billy, mój młodszy braciszek, moja bratnia dusza, walczył o mnie, a
ja robiłem wszystko, by tę walkę przegrał. Byłem idiotą. Chwyciłem klamkę i
przekręciłem ją tak cicho, że nawet nie usłyszał, kiedy wszedłem do środka.
Podszedłem do łóżka, leżał tyłem do drzwi, nawet sobie nie
zdawał sprawy, że tam stałem. Pociągał nosem raz za razem, wycierając dłonią
łzy.
Dałbym sobie rękę uciąć, że czułem jego emocje. Był
zawiedziony mną, tym, że tak łatwo pokonało mnie jakieś chemiczne świństwo.
Wielki Tom Kaulitz, ten, który zawsze robił, co chciał, był teraz na łasce
jakiegoś gówna.
Zdjąłem bluzę, rzucając ją na podłogę i zacząłem się kłaść
obok niego. Poczułem, jak się wzdrygnął, ale nie odwrócił się, zaczął tylko
wycierać łzy. Nadaremnie, bo ja i tak już widziałem i słyszałem więcej, niż
powinienem. Nachyliłem się nad jego policzkiem i pocałowałem go.
- Przepraszam – wyszeptałem. –
Wybacz mi. Jestem idiotą, który myśli tylko o sobie. - Nie odzywał się. –
Strasznie się boję, wiesz? To dlatego. Nie chcę umrzeć, to dlatego nie chcę się
poddać leczeniu, bo wiem, że mogę tego nie przeżyć.
- O czym ty mówisz? – Nie
wytrzymał i odwrócił się do mnie przodem. Boże, jego oczy były tak opuchnięte
od płaczu, że aż mnie ścisnęło coś w środku.
- O tym, że się boję –
odpowiedziałem, dotykając jego policzka i wycierając kciukiem łzy.
- Nie będziesz sam. Będę cały
czas przy tobie. Razem przez to przejdziemy.
- Jesteś pewny, że się uda?
- Tak – pokiwał głową.
Westchnąłem.
- Dobrze, pójdę na odwyk… dla
ciebie – powiedziałem, a on rzucił mi się na szyję, powalając na łóżko. - Bill,
udusisz mnie – jęknąłem, ale nie broniłem się. Za to zdałem sobie sprawę, jak
bardzo zesłabłem przez ten ostatni miesiąc.
Tej nocy spałem w jego pokoju, razem z nim w łóżku. Wczepił
się palcami w mój T-shirt, jakby się bał, że kiedy zaśnie, ucieknę mu, ale nie
zamierzałem się stamtąd ruszać. Potrzebowałem jego ciepła i bliskości.
Naciągnąłem na nas kołdrę i całując go na dobranoc w głowę, zasnąłem.
Poranek jednak był dla mnie dość ciężki, dosłownie. I to nie
przez narkotyk, tylko Billa, który najwyraźniej postanowił na mnie spać, co z
uwagi na moje wystające kości, musiało być dla niego dość bolesne. Poruszyłem
się, a właściwie tylko podkuliłem nogę, a on natychmiast zaprotestował.
- Nie wstawaj jeszcze –
wymamrotał.
- Jesteś strasznie ciężki i
gorąco mi.
- Jeszcze chwilę, Tom.
Wsunąłem palce w jego rozczochrane włosy i zacząłem je
przeczesywać.
- Masz odrosty – powiedziałem.
Zwykle taki tekst działał na niego pobudzająco.
- Wiem o tym – odparł spokojnie.
- I nie opieprzysz mnie, że ci to
wytykam?
- Nie. Wiem, że je mam.
Przez jakiś czas milczałem, ale w końcu zapytałem.
- No więc, kiedy wyślesz mnie na
odwyk?
Podniósł głowę, otwierając na wpół zaspane oczy i marszcząc
przy tym brwi, przyjrzał mi się uważnie.
- Wszystko w swoim czasie, Tom.
Najpierw trzeba cię odkarmić. Twoja kość biodrowa tak wystaje, że chyba będę
miał siniaka na żebrach. Później będziesz musiał przejść wszystkie badania, a
dopiero potem można myśleć o terminie odstawienia.
- Wszystko już sobie
zaplanowałeś, co? Doskonale wiedziałeś, że i tak się zgodzę.
- Nie. Nic sobie nie
zaplanowałem. Mówię ci tylko, co powiedział mi lekarz. Tobie powie dokładnie to
samo.
- Rozmawiałeś o mnie z lekarzem?
- Chciałem wiedzieć, jakie są
szanse, żebyś się od tego uwolnił.
- I jakie?
- Wszystko zależy od ciebie.
Westchnąłem i zaburczało mi tak potwornie w brzuchu, że obaj
parsknęliśmy śmiechem.
- Już nie musisz się głodzić – powiedział.
– Więc, może jakieś porządne śniadanie?
- Chyba obiad. Dochodzi już prawie
dwunasta.
- Może być obiad. Idziemy?
Kiwnąłem głową i wstałem. Zanim zeszliśmy na dół, poszedłem
jeszcze do swojego pokoju przebrać się i przemyć twarz.
Cóż, kiedy spojrzałem na siebie w
lustro, nadal wyglądałem, jakbym za chwilę miał umrzeć, ale czułem, że teraz mam
szanse dość do siebie i zamierzałem wykorzystać ją. Choć muszę przyznać, że sama
myśl o przyszłości napawała mnie lękiem.
Kiedy zeszliśmy do kuchni razem,
mama spojrzała na mnie, nie wiedząc, jak się ma zachować. Patrzyła na mnie,
najpewniej czekając na mój kolejny wybuch złości.
- Zrobisz nam coś do jedzenia? – zapytał
Bill, a ona aż się wzdrygnęła na tę prośbę.
- Na co macie ochotę?
- Na spaghetti – rzuciłem, siadając
przy stole.
Popatrzyła na mnie, potem na Billa, kompletnie nie
rozumiejąc mojej nagłej zmiany. Już od dawna nie słyszała, żebym miał jakieś
zachcianki.
- Pomogę ci – powiedział Bill i zaczął
wyciągać z szafki i lodówki wszystkie produkty.
Po jakiś dwudziestu minutach wciągu, których zdążyłem wypić kawę
z mlekiem i cukrem, Bill postawił przede mną pełny talerz pachnącego spaghetti
i zaczęliśmy jeść. Mama niewiele się odzywała. Nie wiedziała, co się dzieje, a
do tego moje wcześniejsze wybuchy agresji spowodowały, że teraz siedziała w
milczeniu, obserwując nas na przemian.
- Ale się najadłem. – Poklepałem
się po brzuchu. – Dziękuję – powiedziałem
do mamy.
- Nie ma za co kochanie. Napijecie
się czegoś?
- Herbaty - rzuciłem.
Poderwała się z miejsca, ale chwyciłem ją za rękę, nie pozwalając
wstać. Jeszcze nigdy nie widziałem u niej takiego przerażenia w oczach. Było mi
wstyd za siebie, że własna matka się mnie bała.
- Mamo… - Wstałem i przytuliłem
ją do siebie. Rozpłakała się. – Nie płacz, proszę. Przepraszam za wszystko. Przepraszam,
że cię pchnąłem i że ciągle na ciebie krzyczałem. Wybacz mi, jeśli potrafisz.
- Kochanie, ja się nie gniewam.
Strasznie się o ciebie martwię.
- Już nie musisz. Idę na odwyk – powiedziałem,
a ona aż podniosła głowę do góry, patrząc mi w twarz. Jej opuchnięte i czerwone
oczy oznaczały, że od kilku dni dość często płakała i wiedziałem, że to przeze
mnie. Ująłem jej twarz w dłonie i wytarłem kciukami łzy. – Wszystko będzie dobrze.
Bill mi pomoże z tym skończyć. Uklęknąłem, kładąc głowę na jej kolanach. Potrzebowałem
jej czułości i miałem to w dupie, że zachowuję się w tej chwili, jak mały
chłopczyk, którym dla niej pewnie i tak byłem. Kiedy mocno mnie do siebie przytuliła,
czułem taką bijącą od niej miłość, że już dawno tak się nie czułem. Słyszałem, że
Bill pociąga nosem, mama rozpłakała się na dobre, w końcu i mnie poleciały łzy.
- Co się stało? – zapytał Gordon,
który stanął w drzwiach kuchni z dwiema pełnymi siatami zakupów.
Spojrzeliśmy na niego wszyscy w tym samym momencie.
- Czemu wszyscy płaczecie? – Postawił
torby na ziemi, był zaniepokojony.
- Jak zwykle przeze mnie - powiedziałem.
– Idę na odwyk.
- Na odwyk? A czemu płaczesz?
- Udzieliła mi się atmosfera – odparłem,
a Gordon podszedł do mnie.
- Chodź tu do mnie, niech i ja
cię uściskam, synu. To dobra decyzja – powiedział. Był pod wrażeniem, bo rzadko,
kiedy mówił do mnie czy do Billa – synu. Choć wychował nas, zawsze chciał, żebyśmy
mu mówili po imieniu. Był naszym ojczymem, ale nigdy nie starał się nam
zastąpić naszego biologicznego ojca. Nigdy też nie stawał nam na drodze, gdy chcieliśmy
się z nim spotkać. Wiele razy sam nas do niego zawoził. Był dla mnie wzorem. To
dzięki niemu miałem wszystko, co mam dzisiaj. Gdyby nie zainteresował nas
muzyką, nie byłoby zespołu, ani kariery. Gdyby nie on, dalej nie wiedziałbym,
co chcę w życiu osiągnąć.
Pozwoliłem mu się wyściskać, choć już nie powstrzymał się,
przed wtrąceniem kilku uwag na temat tego, że jestem okropnie kościsty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(Atom)
Uwielbiam tę serię, zresztą inne Twoje też mi się podobają. Cieszę się, że Tom wreszcie pójdzie na ten odwyk i jakoś polepszy się jego stan zdrowia.
OdpowiedzUsuńSuper odcinek!!!:)
W ty momencie jestem w stanie stwierdzić, że i mi udzieliła się atmosfera, if you know what i mean. ^^' Pewności nie mam, ale to chyba właśnie ten odcinek w tej serii poruszył mnie najbardziej. I też mam ochotę teraz wszystkich wyściskać, nawet kościstego Toma, choć akurat ja to tych kości pewno nawet nie poczuję. xD Sądzę, że budzenie mamy teraz, by się przytulić by było przesadą, więc niestety muszę się obejść smakiem. No widzisz, to tak za karę może ty mnie przytulisz, droga Derlon? *^*
OdpowiedzUsuńW każdym razie, cieszę się, że Tommy wreszcie pójdzie na odwyk i liczę, że wszystko już teraz zacznie się układać. Choć odwyk nie będzie kolorowy, niestety, ale wszystko inne oby zmierzało w dobrym kierunku. <3
Pozdrawiam i weny życzę,
Nieve. <3
Za karę? Ja mogę wyściskać i wyprzytulać bez kary. Więc mocno Cię przytulam. :D
UsuńRyczę normalnie. Też mi sie atmosfera udzieliła. To było niesamowite.
OdpowiedzUsuńZbnając zycie, to pewnie zaraz coś sie spieprzy (daj wreszcie tą suke, niech już będzie z nią spokój) i odwyk, znaczy chęci na odwyk, szlag jasny trafi.
A jak bliźniacy razem spali, to było słodko. Aż w pewnej chwili sobie pomyslałam, ze może jednak między nimi coś teges. Dobra, za dużo yaoi i twc w ostatnim czasie przeczytałam i mnie teraz nosi.
Pozdrawiam i wenki życzę
KOTEK
Ps. Przepraszam, ze żadko komentuję, ale nie mam za bardzo jak.
Ps2. U mnie next, zapraszam
Bardziej twincestowo zrobi się już w kolejnym odcinku. :D Wiem, że już niektórzy czekają na coś, czas powoli zmierzać ku temu.
UsuńJej wreszcie Tom pójdzie na odwyk, a już myślałam, że się nie zgodzi. Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dziękuję :*
UsuńTak! Tak!! TAK!!! Jeju zaczyna się! Jestem taka szczęśliwa!!! Normalnie cię kocham dziewczyno! Wiesz jakie niesamowite uczucia we mnie wywołałaś? :D Opowiem Ci... ^^
OdpowiedzUsuńCzułam się jakbym była chłopakami i to dwoma na raz! Na początku czułam ból i słabość Toma. To było straszne! Tak się w niego wczułam, że sama poczułam przez chwilę osłabienie! To niesamowite! Potem czułam troskę Billa o Toma. No a potem jego smutek kiedy zaczął płakać. :( Było mi też przykro, że Tom powiedział, że lepiej byłoby dla wszystkich gdyby umarł. To było takie bolesne ukłucie w sercu. Potem czułam jaki Bill był musiał być załamany kiedy patrzył na brata. Kiedy widział na własne oczy jak słabnie, powoli umiera. I to że go bardzo boli. :( Kiedy wyobraziłam sobie takiego Toma, który się męczy to aż mnie serce boli. I tak mi było żal Billa kiedy musiał mu wstrzykiwać ten narkotyk od Josta. Musiał patrzeć na to że nawet z tym Tom nie może sobie sam poradzić. Jeju to było takie czułe kiedy mu pomagał. Tak spokojne delikatne. Tak myślałam, że Tom od razu będzie wiedział co to za narkotyk. No i spodziewałam się tej okropne reakcji chociaż nie w tak wielkim stopniu. Tom nieźle się popisał. Był taki wściekły że odczuwałem to jednocześnie ze strachem Billa. Boże...okropne uczucie. Miałam przez to wrażenie, że Bill boi się dwa razy bardziej, a Tom jest dwa razy bardziej wściekły. No, a potem moja ulubiona część!
Kiedy Bill wybiegł z pokoju i zaczął płakać było mi przykro. Bardzo przykro. Ale okazało się, że to jeszcze było nic! Kiedy Tom usłyszał jego płacz miałam wrażenie, że razem z jego uczuciami moje uczucia posypały się jak prawdziwa lawina! Na prawdę! Ta cała złość dosłownie pękła jak mydlana bańka! No i te wszystkie wyrzuty sumienia u Toma tak mnie rozczuliły! Po prostu serce mi się ścisnęło jednocześnie z bólu i szczęścia, że po tak długim czasie wreszcie to do niego dotarło. Że on to wreszcie zrozumiał! :") Cudowne uczucie! Po prostu kocham! A jeszcze jak przeprosił Billa!!! To było takie piękne! Wręcz magiczne po prostu! I jeszcze ten słodki buziaczek w policzek. <3 Czasami łzy potrafią tak wiele zdziałać, tyle różnych rzeczy potrafią wyrazić. Za to właśnie ubóstwiam coś tak delikatnego i prostego jak łzy. One są po prostu przepiękne i bardzo romantyczne. Prześliczne są łzy szczęścia! Uwielbiam! A przy tej scenie z przeprosinami Toma to po prostu trzeba się rozkleić! Przynajmniej będąc mną. :"D
Bardzo słodko było na samym końcu. Zwyczajnie cud, miód, malina. :D Wszyscy płakali, a przecież ja tak kocham łzy! Tym bardziej te łzy szczęścia! A tutaj było ich tak dużo!!! :D Jeju też jestem taka szczęśliwa jak oni, że Tommy wreszcie idzie na odwyk no i że między nim a Billym będzie coraz piękniej!!! <3 Tylko teraz pytanie... Co z DJ-em? Ja już go chcę! ;) A no i nie zapominajmy, że wciąż marzy mi się to wielkie męskie grono! Tylko, że jak Tommy i Billy się spiją to może być...no słodko. xD Sex party xD Rany, o czym ja myślę, masakra. No nie wiem czy teraz razem z tymi wszystkimi wyrzutami do Toma nie dotarły jego prawdziwe uczucia do Billa. Możliwość jest taka, że teraz obaj będą się starać o to by być razem. Byłby ubaw jak by się zaczęli w uczuciach prześcigiwać chociaż... może? ;D
Totalnie nie mogę doczekać się kolejnego odcinka bo ma być bardziej twincestowo!!!! :D
Kochana życzę, weny, uśmiechu i więcej oraz częściej dobrego humoru! :*
Fanka Twojej niesamowitej wprawy w wywoływaniu wszelkiego rodzaju uczuć :)
~GlamKinia~
<333
Ja też chcę się do Ciebie przytulić!!! :D
OdpowiedzUsuńAch, moje Wy pieszczoszki. Chodź tu przytulaku, niech Cie mocno wyściskam :*
UsuńZgadzam się z Tobą, że łzy potrafią wiele zdziałać, zwłaszcza u wrażliwych osób. Bill, oczywiście nie maił zamiaru brać brata na łzy, rozpłakał się z bezsilności, co przy okazji zaowocowało. A Tom nigdy nie był obojętny na jego łzy.
DJ już w kolejnym odcinku, znaczy dzisiaj, a jeszcze w następnym zrobi się z tego ciekawa sytuacja oczywiście między bliźniakami. Myślę jednak, że dzisiejszy odcinek wywoła tyle emocji, że DJ zejdzie i tak na drugi plan, no ale będzie. Musi być, bo to ważna postać w tym opowiadaniu i coś czuję, że zaczniecie kombinować w pewnym kierunku, ale nic więcej nie powiem :) :) Odcinek dodam koło 18.00
Jejku już nie mogę na prawdę się doczekać!!!! :D
OdpowiedzUsuńHmm ciekawa sytuacja mówisz...DJ zakocha się w Tomie? Albo...w Billu? xD Na swoją obronę mam to, że tylko strzelam i nigdy nic nie wiadomo! xD Ale to raczej będzie coś innego... ;D
Jej! Nicki mnie przytuliła!!!! :D I'm happy. :*
OdpowiedzUsuńDziękuje kochana :*
OdpowiedzUsuńNie DJ w żadnym z bliźniaków się nie zakocha, ale idziesz w dobrym kierunku :)
O mój Boże czyli.... Aż się boję myśleć...albo Bill się w nim zakocha albo skapnie się, że coś jest między bliźniakami...ale to raczej nie bo miał ich nieświadomie pchnąć w swoje ramiona. Chyba, że ona już to po prostu zrobił i teraz może wiedzieć. :D Oby bo nie chcę, żeby Billy się w nim zabujał. ;D On należy do Toma, a DJ mój. ;*
OdpowiedzUsuńAle pewnie i tak chodzi o coś innego.... ;D Ty nam zawsze robisz takie czary mary w główkach i nie wiadomo o co chodzi . :D
OdpowiedzUsuńTo będzie dość zabawna sytuacja, zacznie się już od odcinka 30, więc szybko się zorientujesz o co chodzi.
OdpowiedzUsuń