Informacja
W niewoli uczuć (23) - Soon :D
INFORMACJA
PDF do ściągnięcia
Klik

Obserwatorzy
Polecam tu zajrzeć
-
2 miesiące temu
-
3 miesiące temu
-
-
-
-
8 lat temu
-
-
9 lat temu
-
9 lat temu
-
9 lat temu
-
9 lat temu
-
10 lat temu
-
10 lat temu
-
10 lat temu
poniedziałek, 8 czerwca 2015
21:00
Odcinek 17
Przez kolejny tydzień nie wydarzyło się nic szczególnego,
właściwie nie miało kiedy, skoro całymi dniami przesiadywaliśmy w agencji. Posiadłość została obwieszona czujnikami ruchu
i dodatkowymi kamerami, co w głównej mierze najbardziej uspokoiło Gordona, ale także
zdecydowanie ułatwiło nadzorowanie tak wielkiego obszaru wokół rezydencji. Ja
natomiast nadal nie wymyśliłem sposobu, jak dowiedzieć się czegoś więcej o
Niku. Nie miałem absolutnie żadnego punktu zaczepienia, żeby pociągnąć temat i
zapytać Billa wprost. Służby też nie chciałem wypytywać, bo w sumie miało mnie
to nie obchodzić, byłem tu od pilnowania Billa, a nie grzebania w jego życiu i
przeszłości, więc starałem się przynajmniej udawać, że jestem bardziej
profesjonalny, niż w rzeczywistości byłem.
Trzeba było też przyznać, że kiedy Bill, mówił, że
pracuje, to skupiał uwagę wyłącznie na pracy.
Sobotę i niedzielę mieliśmy spędzić w domu. Po tym
wyczerpującym tygodniu zacząłem się cieszyć, że w końcu trochę odsapnę. Nawet
jeśli moim zadaniem było tylko pilnowanie Billa, to siedząc w tej jego agencji
i przyglądając się pracującym tam ludziom, w jakiś sposób uczestniczyłem w tym,
co robią i czułem się tym zmęczony, zwłaszcza że jakoś specjalnie za modą nie
przepadałem.
W piątek, jak tylko wróciliśmy wieczorem do domu, przy
kolacji Bill oznajmił mi, że mam dwa dni wolnego i jeśli będę chciał, mogę
nawet gdzieś pojechać.
– A ty? – zapytałem od razu.
– Ja się nigdzie nie wybieram,
będę odpoczywał u siebie.
– Już to widzę. Ty i
odpoczynek – zaśmiałem się. – Pewnie będziesz siedział przed laptopem i rysował
te swoje projekty.
– Jeśli nawet, to będą to
tylko drobne poprawki.
– I to ma być odpoczynek?
Pojedźmy gdzieś? – zaproponowałem.
– Gdzie?
– Gdziekolwiek.
– Do SPA?
– Chociażby.
Uśmiechnął się.
– Myślałem, że po ostatnim
razie, więcej nie będziesz już chciał jechać.
– Dlaczego? Było fajnie,
oprócz tej zielonej papki, którą cię wysmarowała.
– To była maseczka i trochę za
późno na takie plany. Nie przejmuj się mną, ja się doskonale czuję w swoim apartamencie.
– W swojej samotni –
skomentowałem nieco złośliwie.
– Lubię tę moją samotnię, ale dziękuję,
że się o mnie martwisz.
– Jak chcesz – uciąłem w
końcu. Nie zamierzałem go błagać o to, żebyśmy gdzieś pojechali. Chciałem
dobrze, chciałem, żeby się oderwał trochę od pracy. Wiedziałem, że będąc w domu,
nie zrobi tego, ale jeśli on nie chciał, to go nie zmuszę na siłę. – Czyli co? Mogę
cię zostawić na dwa dni samego?
Kiwnął twierdząco głową.
– I obiecasz mi, że się nigdzie
sam z domu nie ruszysz?
– Tak. Mam tu wszystko, czego mi
potrzeba do szczęścia.
Zaczesałem kosmyk włosów, który wymknął mi się z gumki i spojrzałem
znowu na niego.
– No dobrze, skoro tak się mają
sprawy, to chętnie skorzystam z tych dwóch dni wolnego. Tylko na pewno nie chcesz
nigdzie jechać? – Chociaż cieszyłem się z wolnego, nie potrafiłem odnaleźć się
w sytuacji, że zostawię go tu samego, to było jakieś niedorzeczne. Pomyślałem,
że może kiedy się z tym prześpi, zmieni zdanie, więc nawet jeśli mogłem dzisiaj
spakować się i jechać, to postanowiłem, że przenocuję tu jeszcze dzisiaj, a
jutro rano zobaczę czy nie zmienił zdania, no i wtedy postanowię, gdzie pojadę.
Kolejnego dnia śniadanie
oczywiście musiałem zjeść sam, bo jak poinformował mnie Sebastian, Bill prosił
go o zaniesienie mu posiłku do pokoju. Oczywiście, kiedy zapytałem się, co robi
Bill, to usłyszałem to, co się spodziewałem usłyszeć, czyli że siedzi nad
projektami. Wiedziałem! Ten maniak nie potrafił po prostu odpoczywać.
Wróciłem do pokoju i wyciągnąłem torbę z zamiarem
wrzucenia do niej kilku niezbędnych rzeczy i ulotnieniu się stąd do niedzieli wieczorem.
Jednak kiedy otwarłem szafkę, zastanawiając się co zabrać, przeszła mi już
ochota na wyjazd. Kurwa! Ciągle myślałem o tym, że Bill zostanie tu sam i będzie
pracował, zamiast odpoczywać, bo nie trudno mi było się domyślić, że uciekał w
tę swoją pracę, żeby nie czuć się samotny.
Chwyciłem torbę i wrzuciłem ją z powrotem do szafy. Niech
to szlag! Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do kumpla, który pracował w ochronie
przy różnego rodzaju imprezach i dowiedziałem się, gdzie dzisiaj wieczorem
będzie jakaś oraz najważniejsze, czy będzie ją obstawiał.
Postanowiłem w jednej sekundzie, że zabiorę Billa na
koncert. Mówił, że nigdy nie był, więc to była dobra okazja, żeby zobaczył, jak
to jest, i żeby się rozerwał.
Uzgodniwszy wszystko z kumplem, ruszyłem prosto do
twierdzy Billa. Kiedy wszedłem na górę, rzecz jasna zastałem go na kanapie z
laptopem na kolanach i szklaneczką whisky w ręce. Nic nowego a w każdym razie
nie powinno mnie to w ogóle dziwić. Jednak gdzieś tam liczyłem na to, że może
siedzi i ogląda telewizor, ale nie. A co gorsze on wcale nie pracował nad
projektami, tylko siedział i czytał jakieś plotkarskie strony internetowe,
niepotrzebnie się tylko denerwując bzdurami, które wypisywali.
– To tak zamierzasz spędzić
cały wolny weekend? – zapytałem, a on tylko uniósł brwi i spojrzał na mnie znad
laptopa.
– Myślałem, że już pojechałeś
– odparł, ignorując moje pytanie.
– Jeszcze jestem. Ubieraj się
– powiedziałem, rzucając kurtkę na oparcie kanapy.
– Jestem ubrany.
– W coś luźnego. – Tym razem zmarszczył
brwi.
– A po co?
– To niespodzianka.
– Nie lubię niespodzianek,
więc albo powiesz, albo zapomnij, że gdziekolwiek mnie stąd wyciągniesz.
– Jak to nie lubisz? Każdy
lubi niespodzianki.
– Ja nie. Każda zawsze się dla
mnie źle kończy.
– Ze mną nic złego ci się nie
stanie.
– Nigdzie nie idę, Tom. Jestem
zajęty.
– Właśnie widzę: czytanie
plotkarskich portali.
– To ważne. Muszę wiedzieć,
jak postrzegana jest moja kolekcja i co o niej piszą.
– Chyba krytykują, chciałeś
powiedzieć. Tyle lat w tej branży jesteś i nadal nie wiesz, że napiszą
wszystko, za co zapłaci im twoja konkurencja? Chcesz wiedzieć, co naprawdę inni
myślą o twojej kolekcji? To wyjdź do ludzi i zapytaj ich wprost. – Podszedłem
do jego szafy i otwarłem ją, szukając czegoś, w czym nie rzucałby się w oczy w
miejscu, do którego chciałem go zabrać. Wygrzebałem jakieś dżinsy z
przetarciami i czarną skórzaną kurtkę z mnóstwem ćwieków. Do tego nawet udało
mi się znaleźć jakąś czarną koszulkę z nadrukiem i glany. – Proszę. – Położyłem
to wszystko na kanapie obok niego. – Przebierz się w to, będzie pasowało
idealnie.
Patrzył raz na ubranie raz na mnie i najwyraźniej to, co
czytał, już przestało być takie interesujące, bo ani razu nie spojrzał już w
komputer, a nawet zamknął go.
– Chyba oszalałeś.
Zwijając po drodze jego szklankę z whisky, usiadłem na
fotelu i upiłem łyk.
– Pośpiesz się, bo się
spóźnimy.
– Chcesz prowadzić pod wpływem
alkoholu? – Zabrał mi szklankę, odstawiając ją z powrotem na stolik. – Nie
wiem, co planujesz, ale wiedz, że wcale mi się to nie podoba.
– Jeszcze będziesz mi
dziękował.
Prychnął.
– Wątpię w to – rzucił i
zabierając rzeczy z kanapy, ruszył do łazienki przebrać się. Nawet szybko się
uwinął, a już myślałem, że kolejne pół godziny przyjdzie mi na niego
czekać. Kiedy wyszedł, aż sam uniosłem
brwi ze zdumienia. Oczywiście zauważył to.
– Sam mi to wybrałeś.
– Wyglądasz świetnie. Tak
inaczej.
– Powiedz lepiej, że jak idiota.
– Nie, wcale nie, jest
naprawdę dobrze. Jeszcze tylko to. – Założyłem mu czapkę z daszkiem. – Żeby cię
nikt nie poznał.
Zerknął na siebie w lustro, przyglądając się sobie.
– Nie podoba mi się to –
skomentował.
– Co, ubranie?
– Nie, ubranie jest w
porządku. Nie podoba mi się to, co planujesz.
– Przecież nie wiesz, co
planuję.
– Właśnie, dlatego to mi się
nie podoba.
– Za późno. Idziemy –
powiedziałem i złapałem swoją kurtkę, ruszając pierwszy do wyjścia, a on z
braku innych możliwości, bo i tak bym go wyniósł siłą, jeśli zaszłaby taka
potrzeba, ruszył za mną.
Kiedy wyjechaliśmy z posesji, skierowałem się prosto na
autostradę. Do Hamburga był kawałek drogi, a przez to, że mimo wszystko Bill
jednak grzebał się trochę musiałem teraz docisnąć gazu, żebyśmy zdążyli.
– Może mi powiesz w końcu,
dokąd jedziemy?
– Zabawić się. Tego wieczora
nie zapomnisz do końca życia.
– A nie można było tego zrobić
w Berlinie albo w domu? Tylko wleczesz mnie, nawet nie wiem dokąd.
– Tylko do Hamburga.
– Czyś ty oszalał?! To
czterysta kilometrów.
– Niecałe trzysta. Zrelaksuj
się. Może jakąś muzyczkę sobie życzysz? – zapytałem, zerkając na niego i
włączając odtwarzacz.
– Sam się obsłużę – odparł. –
Skoro mnie już wleczesz Bóg wie gdzie, to zajmij się lepiej prowadzeniem. –
Uśmiechnąłem się pod nosem. – Patrz
lepiej na drogę.
Pokręciłem głową. uwielbiałem, jak udawał tę swoją złość.
Więc docisnąłem gazu, zjeżdżając na najszybszy pas ruchu.
Po ponad godzinie dojechaliśmy do miasta. Dobrze je
znałem, więc przebicie się, omijając wszelkie miejsca, gdzie moglibyśmy postać
zbyt długo, nie było dla mnie żadnym problemem. Podjechałem pod halę, parkując
na pierwszym wolnym miejscu, jakie znalazłem na parkingu.
– Gotowy? – zapytałem, patrząc
na niego.
– Gotowy, tylko nie wiem na
co.
– To będą dwie najlepsze
godziny twojego życia. Mam nadzieję, że lubisz Linkin Park.
Jego wielkie oczy oznaczały, że już wie, o czym mówię.
– Zabrałeś mnie na koncert Linkin
Park?
– Tak.
– A skąd masz bilety?
– Nie mam.
– To jak chcesz tam wejść?
– Tak jak zawsze. –
Uśmiechnąłem się do niego. – No dalej, rusz dupę – popędziłem go, wysiadając z
auta.
– Tom, to chyba nie jest dobry
pomysł, ja nie będę przełaził przez płot, zresztą… - Wyciągnąłem telefon z
kieszeni, podnosząc rękę, żeby zamilkł i wybierając z listy kontaktów numer
kumpla, przyłożyłem aparat do ucha.
– No hej, jesteśmy już – rzuciłem,
patrząc, jak Billa brwi kolejny raz tego wieczoru unoszą się w ten
charakterystyczny sposób, kiedy jest czymś zaskoczony. – Dzięki, zaraz
będziemy. Narka. – Rozłączyłem się i spojrzałem na Billa. – Bramka numer osiem
– rzuciłem dość enigmatycznie.
– Co z nią?
– Tam stoi mój kumpel, wpuści
nas bez biletów. – Posłałem mu największy uśmiech, na jaki było mnie stać.
– Zawsze tak robisz?
– Nie zawsze, ale powiedzmy,
że dość często. Chodź. – Złapałem go za kurtkę i pociągnąłem, bo odkąd wysiadł
z samochodu, ciągle zostawał w tyle.
Kiedy dotarliśmy, było już dość późno, lada chwila miał
się zacząć koncert, więc nie było tu też już żadnych ludzi.
– No cześć, Kaulitz –
przywitał mnie kumpel, klepiąc po plecach. – Myślałem, że się już nie zjawisz.
– Zawsze się zjawiam, po
prostu lubię robić efektowne wejścia.
– Jak zwykle. – Zaśmiał się.
– Poznajcie się – powiedziałem
i przedstawiłem ich sobie. – To jest Luis, kolega po fachu – zwróciłem się do
Billa. – A to, mój… - zawahałem się przez chwilę, a Luis dokończył.
– Brat bliźniak.
Aż mnie coś ukuło w okolicy serca, ale zignorowałem to.
– Przyjaciel – sprostowałem.
– Jesteście do siebie
cholernie podobni – stwierdził, zerkając to na mnie, to na Billa.
– Tak wiem, często to słyszę.
W tle nagle podniosły się krzyki i piski, a z głośników
popłynęły pierwsze dźwięki muzyki.
– Idźcie, zaczęło się już.
Przejdziecie tędy – wskazał ręką. - Greg wpuści was pod samą scenę.
– Dzięki. – Klepnąłem go w
ramię i znowu, łapiąc Billa za kurtkę, pociągnąłem korytarzem, który był
przeznaczony wyłącznie dla ochrony.
Kiedy wyszliśmy pod samą sceną, Bill aż zasłonił na
moment uszy. Ogrom tego wszystkiego i głośna muzyka przytłoczyły go.
– Nie staraj się myśleć. Daj
się ponieść muzyce – krzyknąłem mu do ucha.
– Co? – odkrzyknął.
– Poczuj się wolny –
powtórzyłem.
– Nie znam słów – tym razem,
to on mi krzyknął do ucha.
– Ja też nie. – Zaśmiałem się.
Nie wiem, czy gdybym teraz powiedział, że Bill był w lekkim szoku, wiele bym
się pomylił. Ja w każdym razie odpłynąłem. Przez czas, kiedy byłem na jakimkolwiek
koncercie, resetowałem swój umysł. Tu mogłem przestać być tym, kim byłem.
Mogłem krzyczeć, śpiewać, jeśli akurat znałem tekst i skakać aż do utraty tchu.
Bill na początku zachowywał się sztywno, ale kiedy przechwyciłem po drodze
czyjeś piwo, które nie dotarło do właściciela, otwarłem butelkę i upiłem łyk, i
wcisnąłem mu całą resztę. On wypił je duszkiem, wyluzował się i w końcu zaczął
szaleć razem ze mną. Widok był powalający – zobaczyć go zupełnie innego, niż
był na co dzień.
To było niesamowite. Dobra muzyka i osoba, z którą
lubiłem spędzać wolny czas. Po dwóch godzinach, tuż przed samym zakończeniem,
znowu wyciągnąłem go z tłumu. Musieliśmy wydostać się jako pierwsi albo
ostatni. To drugie nie wchodziło w grę, za długo by to trwało. Dlatego kolejny
raz, podążając korytarzem przeznaczonym jedynie dla ochroniarzy, dotarliśmy do
bramki.
– Jak koncert? – zapytał Luis.
– Zajebisty – odparłem
zachrypniętym głosem, a on się zaśmiał.
– Właśnie słyszę.
– Jeszcze raz dzięki.
– Nie ma sprawy. Spadajcie, bo
zaraz będą tu tłumy.
Dotarliśmy do samochodu, wsiadając do środka.
– I jak, podobało się? –
zapytałem Billa.
– Chyba ogłuchłem.
– Przejdzie ci za chwilę. Ale
podobało ci się?
– Jeszcze się pytasz? To było
niesamowite. Nigdy nie myślałem, że na koncertach można się tak dobrze bawić.
Zaśmiałem się.
– To coś zupełnie innego niż
te twoje bankiety dla celebrytów, co?
– Zdecydowanie.
– Jak będziesz grzeczny, to
kiedyś jeszcze cię zabiorę na jakiś.
Prychnął.
– Sam pójdę.
– Beze mnie?
– A do czego ty mi jesteś
potrzebny, co?
– Jak to, do czego? Chociażby
do tego, żeby wejść bez biletu i stać pod samą sceną.
Znowu prychnął.
– Jeszcze mnie stać na bilet i
to w sektorze dla vipów.
– Ach tak? – Pokręciłem ze
zdumienia głową, a w samochodzie nastała jakaś niezręczna cisza.
– Żartuję – zreflektował się.
– Bez ciebie to już nie będzie to samo – powiedział w końcu, a ja aż się
uśmiechnąłem. – Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś.
– Nie ma sprawy. Głodny? –
wypaliłem, nagle zmieniając temat.
– Jeszcze się pytasz? Umieram z
głodu.
– No to jedziemy coś zjeść.
Wywiozłem go za miasto do jednej z restauracji. Jak tylko usiedliśmy do stolika, podszedł do
nas kelner, podając menu.
– Co tym razem polecasz? –
zapytał.
– Czy ja wiem… – Otwarłem
menu, ale każde z tych dań z nazwy niewiele mi mówiło. – Może ty coś wybierz,
te francuskie nazwy nic mi nie mówią.
– To po co mnie zabrałeś do
francuskiej restauracji?
– Bo tylko ta była jeszcze
otwarta.
– Aha – bąknął pod nosem,
drapiąc się po skroni, i przerzucił kolejną stronę menu.
– Jak ja coś wybiorę, to
będziesz na pewno narzekał.
– Dlaczego?
– Wyglądasz na takiego,
któremu potrzebny jest kawał soczystego befsztyku, a nie salaterka zielonej
sałaty.
– Istotnie, wolę mięso, ale
chętnie spróbuję tej zielonej sałaty, jeśli będzie dobra, to żaden problem.
– Nie jesteś wybredny, co Tom?
– Nie. Zresztą chyba nie
uraczysz nas kolejny raz jakimiś ośmiorniczkami?
Uśmiechnął się.
– Nie. Nie mają tego w menu.
Gdy przyszedł kelner przyjąć zamówienie, pozwoliłem
czynić Billowi honory. Nie skłamię, jeśli powiem, że czuł się jak ryba w
wodzie. Założę się, że jadanie w tego typu ekskluzywnych restauracjach to dla
niego chleb powszedni.
– Mam nadzieję, że wiesz, co
zamawiałeś, bo wiesz, że ja tam zjem wszystko, ale nie chciałbym, żebyś obszedł
się smakiem i tylko patrzył na swój talerz, dźgając widelcem wszystko, co się
na nim znajduje.
– Bez obaw. Wiem, co
zamawiałem. I na pewno tobie też będzie smakowało.
– Super – rzuciłem.
Zanim doczekaliśmy się na danie główne, przyniesiono nam
wodę z lodem i cytryną. A kilkanaście minut później w końcu konkretne jedzenie.
Nie wiem, który z nas był bardziej głodny, ale obaj
pochłanialiśmy to jedzenie, jakbyśmy nie jedli z tydzień.
– Zawsze taki spontaniczny
jesteś? – zapytał, odkładając widelec.
– Tak. Taki już jestem.
– Dlaczego zabrałeś mnie na
koncert?
– Mówiłeś, że nigdy nie byłeś.
– I tylko dlatego?
– Nie. Nie miałem z kim
jechać. – Uśmiechnąłem się, upijając łyk wody.
– A gdybym jednak nie dał się
namówić, co byś zrobił, pojechałbyś sam czy został w domu?
– Tej opcji nawet nie brałem
pod uwagę.
– Aha.
– Zaciągnąłbym cię siłą. –
Zaśmiałem się.
– To wcale nie jest śmieszne,
Tom. Czasami odnoszę wrażenie, że się trochę zapominasz, kim dla siebie
jesteśmy.
– No tak. Ty pan, a ja twój
oddany sługa.
– Właśnie.
– Tak się tylko składa, że to
nie ty mi płacisz za ochronę, tylko twój ojczym, a to oznacza, że…
– Że nadużywasz swoich
kompetencji – wtrącił.
– Nie – zaprzeczyłem. – To
oznacza, że bardzo cię polubiłem, skoro swoje dwa dni wolnego chciałem spędzić
razem z tobą. – Puściłem mu oczko, a on znieruchomiał, dziwnie mi się
przyglądając.
– Intrygujesz mnie –
powiedział, mrużąc zawadiacko oczy.
– Będziesz jadł jeszcze tę
surówkę? – zapytałem, podkradając mu z talerza sałatę.
– Nie, jestem już pełny.
– Świetnie, bo smakuje obłędnie.
– Przysunąłem sobie jego talerz, dojadając po nim. Śmiać mi się chciało, gdy mi
się tak przyglądał. Doskonale wiedziałem, że go fascynuję. Cały czas widziałem,
jak mnie obserwuje, powiedziałbym nawet, że był we mnie zapatrzony jak w
obrazek. Bill był osobą lubiącą narzucać swoją wolę, ale sterowało mi się nim
tak łatwo, że gdybym nie widział na własne oczy, jak rozkazuje innym, a oni
skaczą wokół niego, spełniając każdą jego zachciankę, to w życiu bym nie
uwierzył, że jest osobą dominującą. W naszym duecie to ja rządziłem i musiało
być tak, jak ja tego chciałem, i choć Bill często mi się stawiał, zawsze
przeforsowywałem wszystko na swoją korzyść. Zawsze było dokładnie tak, jak ja
tego chciałem, ale lubiłem w nim to, że ciągle próbował podporządkować mnie
sobie. Nie rozumiałem dlaczego, ale ciągnęło mnie do niego, pomimo że
pochodziliśmy ze skrajnie dwóch różnych stref społecznych i kierowaliśmy się
zupełnie innymi wartościami.
– Jaki jest kolejny punkt
programu? – zapytał.
– Co masz na myśli?
– Co teraz będziemy robić?
– Nie wiem. Może kino? Jest
jeszcze wcześnie, chyba nie chcesz wracać już do domu.
– Kino?
– Nie lubisz?
– Lubię. – Zaśmiał się.
– Co? Z czego się śmiejesz?
– Tom to wygląda, jak randka.
Zdajesz sobie z tego sprawę?
– Randka? Nigdy nie zawracam
sobie głowę randkami. Kiedy poznaję jakąś dziewczynę, na randkę zabieram ją
prosto do swojej sypialni.
– Mnie też zaciągniesz do
łóżka?
– Ty nie jesteś dziewczyną.
– To dlatego zmieniłeś
taktykę?
Zaśmiałem się, kręcąc z ze zdumienia głową. Bill był
jedyną osobą, która potrafiła prowadzić ze mną tego typu dyskusje, nie dając
się sprowokować, a do tego odnosiłem wrażenie, że konsekwentnie brnął do
wytyczonego przez siebie celu. Był niesamowity. Czasami nawet wydawało mi się,
że czyta mi w myślach, bo to było aż nierealne, by tak precyzyjnie odczytywał,
co chodzi mi po głowie i to zanim jeszcze zdążyłem nawet o tym tak naprawdę
świadomie pomyśleć.
Kiedy kelner przyniósł rachunek, zapłaciłem i wyszliśmy.
– Więc to jednak randka –
rzucił, zanosząc się śmiechem.
– O co ci chodzi? – Nie rozumiałem,
co takiego zrobiłem.
– Zapłaciłeś za nas rachunek.
Gdybyś miał mnie gdzieś kazałbyś mi zapłacić za siebie.
– Przecież ty nie masz przy
sobie pieniędzy – stwierdziłem. Widziałem, że nie brał swojej torby ani nawet
portfela.
– Zawsze mam przy sobie
pieniądze. – Wyciągnął z kieszeni zwitek banknotów.
Stanąłem na środku chodnika jak wryty. Zaskoczył mnie,
taka była prawda.
– Oddawaj połowę –
powiedziałem, wyciągając rękę w jego kierunku, a on pokazał mi fucka. – A więc
to tak, zobaczymy czy dalej będzie ci tak do śmiechu, jak cię złapię. –
Rzuciłem się w jego kierunku, a on zaczął uciekać, jednak dogonienie go nie
zajęło mi zbyt wiele czasu. Powaliłem go na trawnik i zacząłem łaskotać. A on
krzyczał i śmiał się na przemian.
– Przestań Tom, przepraszam.
Proszę, przestań, już nie mogę.
Odwróciłem go na plecy i usiadłem na nim okrakiem,
chwytając i unieruchamiając jego ręce nad głową.
– Przysięgnij.
– Ale co? – Droczył się ze
mną.
– Że nigdy więcej tak
perfidnie mnie nie wykorzystasz.
– No nie wiem, miałeś taką
uroczą minę.
Zacisnąłem mocniej dłonie na jego nadgarstkach.
– Przysięgnij albo zacznę cię
znowu łaskotać.
– Nie, tylko nie łaskotki.
– No to przysięgnij.
– Nie mogę, Tom.
– Dlaczego?
– Bo więcej tego nie zrobisz.
– Czego?
– Tego. – Zmarszczyłem brwi,
nie rozumiejąc kompletnie, o co mu chodzi.
– Znaczy czego?
– Jeśli chcesz się posunąć
dalej, to… - natychmiast zrozumiałem, do czego to wszystko prowadzi. Nie
wyłapywałem tego, że on ciągle mnie prowokuje, bo dla mnie był tylko moim
podopiecznym i między nami nie mogło być żadnej głębszej relacji niż czysto
zawodowy układ. Jednak doskonale wiedziałem, że Bill potrafi prowokować do
pewnego momentu, a tym momentem zawsze była chwila, w której to on kontrolował
sytuację. Kiedy przekraczało się tę barierę wycofywał się.
– To co? – zapytałem,
nachylając się do niego znacznie niżej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(Atom)
Już! przeanalizowane i powiem jedno, chce już więęęęęceeeeeej! To się tak dłuży.. ja nie wytrzymam ;_; Chcę już coś coś coś <3
OdpowiedzUsuńCo takiego chcesz? :D
UsuńNo nie! napisałam komentarz i pieprzony mi się skasował!
OdpowiedzUsuńHmmm. Pokrótce muszę skrócić.
1. kłamczuszku dodałaś opowiadanie o 21:17 a nie o 21:00
2. Już coraz częściej widzę jak chłopaków ktoś paruje. Nie mogę się doczekać, aż w końcu chłopaki intensywniej będą myśleć o swoim pokrewieństwie. Są dwie sprawy główne, których już od dłuższego czasu nie wyjaśniasz. to już 17 odcinek a akcja cóż, wlecze się. Prawie dwa miesiące i nic. :) Mam nadzieję, że idąc tym tropem nie zostawisz do epilogu tych dwóch wątków. Już widzę, jaka to by była rzeź. Hahahaha.
3. Chłopaki są cudowni, razem i osobno, niesamowicie obie radzą, żyjąc razem pod jednym dachem. czytając odcinek kiedy byli we Francji (dobrze pamiętam?) myślałam, że będą strasznie wściekli na siebie do końca opowiadania, a ja tu widzę niesamowitą zmianę. Dalej twierdzę, że zagubiony, przebiegły i tajemniczy Bill to coś co jest naprawdę przyjemne i miło się czyta.
4. Poszukuję chłopaka ochroniarza, żeby wprowadzał mnie na koncerty, jest jeszcze kilka kapel, na które chętnie bym się wybrała.
Dodała normalnie, toć ja skończyłam czytać o 21.08
Usuń1. Opowiadanie dodało się samo punkt 21:00. Być możne przeglądarka trzymała ci stare ustawienia.
Usuń2. Nie bój się jeszcze wiele przed nimi i przed wami. Jak już wspomniałam wcześniej to będzie mój największy z dotychczasowych projektów, więc jeszcze wiele przed wami.
3. O tak, Bill to manipulant i jeszcze nie raz Tom się o tym przekona.
4. A jak takiego znajdziesz daj mi znać :D
Możliwe. :D Napisałam wcześniej, ale jak przeczytałam jak skleciłam zdanie, to wolałam je skasować. :D Chodziło mi o to, że w sumie to możliwe, że coś mi się trzasnęło. :D
UsuńNie mogę się doczekać, aż coś się wydarzy takiego, że wow. :D
I bardzo dobrze, ta strona Billa mi jak najbardziej odpowiada. Najlepszy. Hahaha
Spoko. :D O ile lubisz punk i metal, innego nie będę szukać. :D
jejciu, uwielbiam to ich droczenie się ze sobą. Reakcje Toma w tym rozdziale mi sie baardzo podobały ;33 nie mogę się doczekać do będzie dalej i oby Bill się nie wycofał w ostatniej chwili.
OdpowiedzUsuńjak kumpel Toma wspomniał o tym bliźniaku to aż miałam ciary xD wenyy ♥♥♥
Już kilka razy mieli sytuacji, że ktoś im mówił o ich podobieństwie, na razie jeszcze to do nich nie dociera, ale w końcu będzie taki moment, że dotrze.
UsuńCzemu w takim momencie czemu???
OdpowiedzUsuńTo taka taktyka, żebyście chcieli tu wrócić po kolejny odcinek. Boję się jednak jak zareagujesz na zakończenie kolejnego odcinka :D
UsuńCzemu?
UsuńBo skończę w jeszcze bardziej strategicznym momencie :D
UsuńDlaczego przerwałaś w takim momencie?! Z takimi emocjami czytałam tą końcówkę, licząc, że zaraz się w końcu pocałują, bo wszystko się na to zanosiło i już tak niewiele brakowało, a tu koniec... A skoro właśnie w takim momencie przerwałaś nie wiem czy liczyć na pocałunek. Może byłoby zbyt romantycznie zbyt szybko. Nie zdziwię się jak Tom się wycofa jednak, albo ktoś lub coś to przerwie.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą Tom bez Billa już chyba nie może bardziej niż ten drugi bez niego ;D Nie potrafił go zostawić samego na dwa dni, a Bill wręcz namawiał go żeby pojechał, a sam nie był chętny, żeby mu towarzyszyć. Ale może właśnie liczył na to, że Tom go jednak nie zostawi samego. No nie wiem, ciężko Billa zrozumieć. Biorąc pod uwagę co czuje, niby powinien się cieszyć, że Tom nie chciał go zostawić, chciał gdzieś go zabrać, a jednak był taki oporny na te propozycje.
W odpowiedzi na poprzedni komentarz pisałaś, że Bill robi Tomowi wodę z mózgu. W tej części Tom wydaje się być bardzo przekonany o tym, że ma nad wszystkim władzę i pełną kontrolę. Wszystko jest po jego myśli i steruje Billem, ale tak się zastanawiam, czy jemu się tylko nie wydaje, bo Bill stwarza pozory, a w rzeczywistości wszystko układa się bardziej po myśli tego drugiego.
Tom też mimo wszystko tak wprost nie zaprzeczył, że to randka ;D I mimo, że zdaje sobie dobrze sprawę, że Bill coś czuje, fascynuje się nim, zachowuje się w stosunku do niego tak, że daje mu większą nadzieję. W tej części to Tom bardziej prowokuje, a Bill jest grzeczny xD A potem jak co do czego przyjdzie to pewnie znów powie, że nie może bo takie są zasady...
I w tym odcinku znajomy Toma, przypadkiem powiedział im prawdę, a oni są tego jeszcze zupełnie nieświadomi, ale już kolejna, taka dziwna sytuacja. Już się obawiam tego co się będzie działo jak się dowiedzą w końcu prawdy.
A tak poza tym ciesze się, że masz dużo pomysłów na to opowiadanie i zapowiada się ono długie. Choć z jednej strony chciałabym już znać jakie będzie zakończenie, z powodu ciekawości, ale z drugiej chcę jak najdłużej o nich czytać, bo przyjemnie się czyta tą historię ;)
I jak tu wytrzymać teraz do czwartku do 21, jak to jeszcze całe trzy dni! A ja się muszę zastanawiać czy się jednak pocałują czy nie xD
Oczywiście, że Tomowi się tylko tak wydaje. Bill ma już plan i konsekwentnie dąży do niego. A zasady Toma, no cóż, ciężko mu będzie przy nich wytrwać, oj ciężko :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńOj to szkoda mi chyba teraz Toma. Taki biedny xD nie świadomy jak bardzo jest w błędzi i jak nim Bill manipuluje xD
UsuńA że ciężko będzie mu wytrwać przy to się nie dziwie przy takim Billu. A po komentarzach niżej widzę, że coś się dziś zapowiada, aż teraz bardziej nie mogę się doczekać co tam takiego będzie, ale boje się na czym znów się skończy. Co kolejna część to kończy się w coraz to ciekawszym momencie!
Fajnie, że Tom martwił się o Billa i wyciągnął go z domu, koncerty to fajna sprawa i nic dziwnego, że dobrze się bawili :D Ta "randka" może się różnie skończyć xD Jednak wciąż niczego się dowiedział o jego przeszłości. O Tomie wiemy sporo ale ciekawi mnie co czasami siedzi w głowie Billa ^^
OdpowiedzUsuńCierpliwości, chłopaki nadal się docierają. Musi się między nimi kilka rzeczy wydarzyć, zanim zaczną poruszać bardziej osobiste rzeczy ze swojego życia.
UsuńNo mamo! Dlaczego nam to robisz? I jak ja mam się skupić na poprawianiu ocen jak ty tu kończysz w takim momencie? :D
OdpowiedzUsuńNa prawdę bosko, że Bill wreszcie się troszkę rozerwał i pokazał się od tej prawdziwej strony. Myślę, że im bardziej pogłębiać się będzie ich więź, tym częściej takie zachowania u Billa będą się zdarzały i myślę też, że Tom będzie czuł się dumny, że to on dał radę odkryć prawdziwego Billa. Jestem pewna, że to także jest gdzieś w planach Billa, aby odkrywać się przed nim częściowo i robić mu jednocześnie frajdę i smaka na więcej. :D Zdecydowanie Bill jest mistrzem intrygi i będzie Toma umiejętnie kusił przez cały czas, aż do osiągnięcia celu.
Urzekła mnie bardzo ta prowokacyjna wymiana zdań podczas posiłku w restauracji. Na prawdę genialnie napisane ;) Jesteś moją idolką w tych sprawach :*
Aż mnie na chwilę zmiotło jak przeczytałam ten tekst o bliźniakach. Tak nagle nam z tym wyskoczyłaś, zupełnie bez przygotowania na takie zagrania i po prostu mnie trzasło na miejscu jak siedziałam. xD
No ogólnie pomysł z koncertem był super :) Już mam banana na twarzy jak sobie wyobrażam takiego Billa, który taki rozkręcony i lekko podpity tańczy obok Toma, a ten nieświadomie pożera go wzrokiem jak wygłodniały wilk ;D
A tak jedynie z czystej ciekawości jeszcze pytam; jesteś fanką Linkin Park czy coś że akurat ten zespół? Nie żebym ja była, bo piosenek to ja tam za dobrze nie znam, to po prostu taka mała wścibskość z mojej strony ;)
A no i dobrze wiesz czego wszyscy oczekują od chłopaków :D Przytulaski, pocałunki...SEKS!! xD
No a co do przytulasków to ja chcę przytulaska od wszystkich tutaj i od Ciebie, ha! :D
Odcinek perfekt <3
Pozdrawiam i życzę weny kochana :*
~GlamKinia~ <3333 <33333
No tak, seks :D Ale przyznaj sama, że każdy na to czeka, ale właśnie to czekanie sprawia, że każdy odcinek robi się coraz bardziej wyścigający, bo być może to właśnie w nim coś się wydarzy. :)
UsuńCo do Linkin Park, to lubię ich muzykę. Powinnam chyba też wyjaśnić jedną sprawę, a mianowicie to, że tak naprawdę ja nie jestem fanką żadnego zespołu, piosenkarza czy piosenkarki, nawet TH. Słucham tego co wpadnie mi w ucho. No prócz jazzu i bluesa, tego nie trawię. Jakby ktoś zobaczył moją play listę, to by się złapał za głowę i powiedział: dziewczyno WTF z tobą? Ze skrajności w skrajność. Ale tak już mam, skupiam się na pojedynczych utworach.
No, myślę, że zaspokoiłem Twoją ciekawość. Więc mocno Cię ściskam i całuję :***** I biorę się za pisanie kolejnego odcinka :)
Skro mówisz, że następny odcinek będzie zakończony jeszcze gorzej.. To ja sobie poczekam z czytaniem go, przeczytam 2 na raz by nie cierpieć :P
OdpowiedzUsuńA wytrzymasz? :D
UsuńMusze xD
Usuń:D A jeśli powiem, że ten kolejny też skończę w jakimś strategicznym momencie? Musicie się z tym liczyć, że jesteśmy na takim etapie, że powoli wszystko zacznie wychodzić na wierzch i będę kończyć w momentach za które nie raz zechcecie mnie zabić. I tak poza tym dziś będzie małe co nieco. :P Nie masz ochoty na te "Kubusiowe" mało co nieco? :D
UsuńMam *-* .....
UsuńNo to zapraszam Cię dzisiaj na odcinek i małe co nieco w wydaniu naszych panów :D
Usuń