Informacja

KIEDY NOWY ODCINEK?

W niewoli uczuć (12) - Soon :D




INFORMACJA


PDF do ściągnięcia
Klik





Obserwatorzy

niedziela, 16 lipca 2017

Odcinek 11




                Przepłakałem jeszcze jakiś czas. Uspokoiłem się, dopiero gdy nalałem sobie do wanny gorącej wody i siedziałem w niej chyba z godzinę.
Nie mogłem dołować się tylko dlatego, że Tom nie dorósł do żadnego uczucia, bo nie dorósł, i nie chodziło już nawet o mnie. On chyba nie potrafił stworzyć z nikim niczego trwałego.
Zawsze było dobrze, dopóki ktoś nie zaczynał oczekiwać od niego większego zaangażowania, wtedy zaczynały się schody i Tom rezygnował ze znajomości, twierdząc, że ta osoba jest głupia, a on nie zadaje się z debilami.
Postanowiłem odpuścić. Nie przestać go kochać, bo to było niemożliwe, tylko zająć się czymś, by przestać tak obsesyjnie myśleć i marzyć o prawdziwym związku z Tomem.
Przez pierwsze dwa dni unikaliśmy się. Tom trzymał się tego, co sobie postanowił, a ja zacząłem nawiązywać nowe znajomości. Musiałem w końcu dopuścić do siebie myśl, że potrzebuje do życia innych ludzi. Oczywiście zawsze był Gustav i Georg, ale pomyślałem, że dobrze by mi zrobiło, gdybym miał znajomych, którzy nie są naszymi wspólnymi znajomymi.
Zaprzyjaźniłem się z nowym dźwiękowcem. Był ode mnie pięć lat starszy i bardzo zabawny. Uwielbiałem, kiedy opowiadał różne historie. Robił to w taki sposób, że miało się wrażenie, iż uczestniczyło się samemu w tych wydarzeniach.
Lubiłem rozmawiać z nim o uczuciach. Potrzebowałem tego, a on jedyny mnie rozumiał. Te rozmowy też pomogły mi zrozumieć, co tak naprawdę czuję do Toma. Oczywiście nie powiedziałem mu, co czuję do brata, ale dzięki Adrianowi inaczej na to patrzyłem i zaczynałem dochodzić do wniosku, że Tom miał jednak rację, a to, co uważałem za miłość, było tylko fascynacją, która powoli też gasła i już nie patrzyłem na brata tak, jak robiłem to jeszcze tydzień temu. Zrozumiałem, że moje zauroczenie wynikało z tego, iż wiązała mnie z Tomem tajemnica naszych zabaw, które normalne nie były, a fakt, że ciągle byłem sam, pchnął mnie w ramiona brata, nie bacząc na konsekwencje.
A wybrałem właśnie Toma, bo go znałem i ufałem mu i sam nie wiem, ale wydawało mi się, że dzięki temu, kim dla siebie jesteśmy i dzięki naszej tajemnicy, to byłby idealny związek, i może nawet by był, gdyby Tom czuł i myślał w ten sam sposób, ale nie myślał.

Mijały kolejne dni i powoli moje stosunki z Tomem zaczęły też wracać do normy. Na wywiadach znowu siadaliśmy koło siebie. Na scenie odstawialiśmy show, przekraczając nie rzadko granice braterskiej więzi, ale robiliśmy tak zawsze, więc dla nas to już nawet nie była gra, tylko coś zupełnie normalnego. Od mojego wyznania już ani razu Tom do mnie w nocy nie przyszedł. Dziwnie się z tym mimo wszystko czułem, bo po tylu latach zwyczajnie brakowało mi tego, ale z drugiej strony rozumiałem, że tak to musiało się w końcu zakończyć.
Powoli zacząłem budować swoje życie od nowa, bez Toma, jako potencjalnego partnera. Zacieśniłem więzi z Adrianem i byłem zadowolony, że on i Tom nie nadają na tych samych falach, dzięki czemu Adrian stał się tylko i wyłącznie moim przyjacielem.
Nagle nasz wolny czas zaczęliśmy z Tomem spędzać osobno. Tom oczywiście żył swoim dawnym życiem, i w każdym mieście, w którym dawaliśmy koncert, sypiał z inną dziewczyną, może nawet dwoma, wiem, że było go na to stać.
A ja dzięki Adrianowi, zacząłem poszerzać swoje horyzonty i dopiero teraz zdałem sobie sprawę. Jak Tom mnie ograniczał. To znaczy nie dosłownie, ale przez to, że go tak bardzo pragnąłem, skupiałem uwagę tylko na nim, zapominałem o sobie i o swoich potrzebach.

Kilka dni przed końcem trasy Tom tak ostro balował, że zasypiał, gdzie tylko mógł. Jost się zdenerwował i oznajmił mu, że jeśli nie przystopuje, to w dupie będzie miał, że ma do czynienia z dorosłym facetem i nakopie mu do tyłka. I może rozśmieszyłoby mnie to jak wszystkich obecnych w Torbusie, gdybym nie wyłapał tego dziwnego spojrzenia Toma. Coś było nie tak, tylko nie wiedziałem, co.
Zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy po zakwaterowaniu nas do hotelu Tom przyszedł do mojego pokoju, przynosząc mi obiad, który zamówiłem przez telefon.
– Przyniosłem Ci obiad – powiedział, zamykając za sobą drzwi.
– Dzięki. Postaw na łóżku.
Postawił i zaczął krążyć po pokoju.
– A co przyniosłeś? – zapytałem, gdy milczenie między nami zrobiło się jakieś niezręczne.
– To co zamówiłeś. Ryba, ziemniaki i twoja ulubiona sałatka. Zjedz, zanim wystygnie.
Wolałem już nie pytać, jak się dowiedział, że w ogóle coś zamówiłem. Domyśliłem się, że na pewno zszedł do recepcji i zapytał, a potem użył wszystkich swoich sztuczek, żeby to właśnie on mógł mi to przynieść, a przy okazji mieć pretekst do przyjścia tu.
Odłożyłem długopis i zeszyt na stolik. Byłem tak głodny, że aż zaburczało mi w brzuchu.
– A ty już jadłeś? – zapytałem, spoglądając na niego. Ciągle krążył po moim pokoju, rozglądając się uważnie, jakby czegoś szukał.
– Tak – odparł krótko i zaczął przeglądać moje notatki. – Jakieś nowe pomysły? – zapytał.
– Mnóstwo – odparłem, zapychając buzie jedzeniem. – Mam ich tyle, że nie wiem, na czym się skupić – wymamrotałem niewyraźnie, ale Tom nigdy nie miał problemu, żeby mnie zrozumieć. On jedyny zawsze rozumiał moje bełkotanie. – A ty masz jakąś muzykę?
– Może – odparł, skupiając uwagę na jednym z moich tekstów. – Byłoby mi łatwiej, gdybym miał tekst, wiedziałbym, w jakim tonie ma być piosenka.
– No to jeden masz już w ręce.
– Widzę, ale to wcale nie jest smutne.
– A kto powiedział, że to ma być smutne?
– Myślałem, że masz coś bardziej melancholijnego.
W tym momencie nasze spojrzenia spotkały się. Trudno było mi rozszyfrować, o czym myślał, on zawsze potrafił dobrze się maskować, ale wrażenie, że jest coś nie tak, nie opuszczało mnie od chwili, kiedy przyszedł do mnie z tacą jedzenia.
– Jak mi zagrasz, to coś napiszę.
– Spoko, zagram ci.
– No to idź po gitarę.
– Teraz? – zdziwił się.
Wzruszyłem ramionami.
– A masz coś lepszego do roboty? Moment dobry jak każdy inny.
– To idę po gitarę.
– Ok – odparłem, zeskrobując resztki jedzenia z talerza. Już dawno apetyt mi tak nie dopisywał, zawsze coś zostawiałem, a ostatnio zjadałem wszystko, co do okruszka.
Po chwili Tom wrócił z gitarą i zeszytem, w którym zawsze zapisywał sobie riffy. Rozsiadł się wygodnie na fotelu i spojrzał na mnie.
– Tonacje można zmienić jakby co, ale wydaje mi się, że ta jest dla ciebie idealna.
Nie miałem co do tego wątpliwości, Tom zawsze wiedział na ile mnie stać.
– Ok – odparłem, skupiając się już wyłącznie na nim.
Kiedy zaczął grać, poczułem się jakoś dziwnie. Jakbym czuł czyjś ból, dosłownie. Gdy skończył, nie wiedziałem, co mam o tym myśleć, nie mówiąc już, co powiedzieć.
– No i? – zapytał.
– To będzie bardzo smutna piosenka – rzuciłem.
– No – bąknął. – Wiem, że do pisania smutów masz wybitny talent.
– Tak, mam – przyznałem. – Zwłaszcza wtedy, gdy w moim życiu są same uczuciowe porażki.
– Czyli nic nowego – podsumował.
– Przeciwnie – odparłem. – Ostatnio moje życie nabrało nowego sensu.
Od razu na mnie spojrzał, widziałem wyraźnie, że go zaskoczyłem.
– Adrian? – zapytał, jakby doskonale wiedział, kto przyczynił się do tego, że się w końcu otrząsnąłem i przestałem szukać miłości na siłę.
– Co Adrian?
– Zakochałeś się w nim?
Parsknąłem śmiechem.
– Oszalałeś?
– Sam to powiedziałeś.
– Nic takiego nie mówiłem. I w nikim się nie zakochałem. I powiem ci coś jeszcze. W końcu zrozumiałem, że mogę być szczęśliwy sam ze sobą.
– To znaczy, że mnie już nie kochasz?
– Kocham, ale tylko jako brata. Nie musisz się już obawiać, że urządzę ci scenę. Już mi przeszło. Zrozumiałem, że po prostu potrzebowałem bliskości drugiej osoby. A teraz już wiem, że nie mogę nikogo zmusić na siłę do miłości. A co do Adriana, to jest fajnym facetem, ma mnóstwo pozytywnej energii, ale nie muszę być z kimś w związku, żeby czuć się potrzebny. Mogę dać innym od siebie o wiele więcej, niż myślałem i to nie będąc wcale zakochanym.
– Acha – odparł, stawiając gitarę obok fotela. Był jakiś zmieszany.
– Tak że nie musisz mnie już unikać, nie będę ci się narzucał, przysięgam.
– Spoko.
– A jak tam u ciebie? – pociągnąłem rozmowę dalej.
– To znaczy?
– Statystyka poszła do góry?
– Nie wiem. Przestałem liczyć.
– Czyli poszła.
Wzruszył tylko ramionami, uciekając wzrokiem w bok.
– No dobra – uderzył rękami o fotel. – Wiesz już co i jak, jeśli chodzi o melodię, jak coś ułożysz, daj znać, zagram i zobaczymy, jak to się ma w całości.
– Ok.
– To idę, nie będę ci przeszkadzał.
Chwycił swoją gitarę i wstał z fotela.
– Tom? – zatrzymałem go, gdy był gdzieś w połowie drogi do drzwi.
– No? –  odwrócił się i spojrzał na mnie.
– Wszystko w porządku?
– Tak.
– Jeśli masz jakiś problem, to wiesz, że zawsze możesz mi o tym powiedzieć.
– Wszystko jest w porządku, nie martw się.
– Na pewno?
– Na pewno.
– Gdybyś jednak zmienił zdanie, wal do mnie śmiało. Pamiętaj, że nadal jestem twoim bratem i zawsze będę po twojej stronie bez względu na to, co się stanie.
– Wiem – przytaknął i wyszedł, zostawiając mnie w jakieś dziwnej atmosferze i przeczuciu, że dzieje się coś złego, bardzo złego.



6 komentarzy:

  1. A więc zbierają się czarne chmury, hm?
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i życzę duuużo weny.
    Pozdrawiam,
    Joyssli

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomina mi się bajka o żurawiu i czapli ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, że Tom się zakochał, gdy Bill'owi "przeszło"....

    OdpowiedzUsuń
  4. Cholera... Czyżby do Toma coś w końcu dotarło?
    Tylko pewnie jest już za późno,skoro Bill tak się do tego odnosi,pogodził się ze wszystkim i w ogóle...
    Kurczę,tylko ten cały Adrian...hmmm... czyżby...Nawet wole nie myśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też man przeczucie, że Tom coś poczuł. Zamiana ról, haha. :>

    Pozdrawiam,
    An

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za komentarz. Każdy wiele dla mnie znaczy i mobilizuje do dalszej pracy. :*